„Herbata stygnie, zapada zmrok, a pod piórem ciągle nic…”

Nie, żebym przechodził wczesny kryzys twórczy, ale zdecydowałem się na taki tytuł, ponieważ wiele się ostatnio działo w polskim świecie winiarskim i cały czas zastanawiam się od czego zacząć.
W ciągu ostatniego miesiąca odbyły się dwie poważne winiarskie imprezy – targi w Warszawie i Krakowie – na obu miałem przyjemność być. Było święto młodego wina, po którym udałem się w odwiedziny do dwóch rodzimych producentów (brakuje im trzeciego do ubiegania się o certyfikat chronionego miejsca pochodzenia – ktoś chętny? :)). Miałem okazję posmakować wprost z kadzi rocznika 2016 i obcować z winami nieskończonymi, co jest dla mnie nieocenionym doświadczeniem za każdym razem.

Jestem po winie pustą butelką, mam wszystko – mam szyjkę, mam denko…

Dziś chciałbym poruszyć temat opakowań. Nic odkrywczego jak zwykle. Artykułów o butelkach w sieci można odszukać bardzo wiele i jest w nich rzetelna i syntetyczna wiedza, którą nie mam zamiaru Was raczyć. Wybierzemy się zatem na drugą stronę korka. W czasie tej podróży postaram się Wam przybliżyć wiedzę elementarną ale okraszoną własnymi nieoczywistymi spostrzeżeniami. Znawców z góry przepraszam za trywialność, ale z założenia piszę do wszystkich zainteresowanych winną tematyką i chciałbym promować kulturę wina wśród rodaków zatem zaczynam od początku.

Pastis a sprawa polska

Żal mi tych zakurzonych butelek z pastisem, które stoją gdzieś na dole sklepowych półek. Butelek, na które właściciel patrzy z wyrzutem, że nikt ich nie kupuje. Butelek, w których kryje się przecież całe słońce Prowansji, morska bryza z portu w Marsylii i gwar dobiegający z wąskich uliczek starego miasta w Nicei.

President of the USA

Air Force One pewnie nigdy nie polecę, „bestią” raczej nie będę jeździł, nikt nie da mi też kodów do broni atomowej, jednak wbrew wszelkiej logice postanowiłem poczuć się jak prezydent USA. Żeby zrobić nastrój kombinowałem nawet z samoopalaczem, ale do Obamy mi za daleko a żeby upodobnić się do Trumpa musiałbym tlenić włosy– odpuściłem. W te pędy pobiegłem do sklepu i nabyłem butelkę polskiego wina, które serwowane było na szczycie NATO między innymi dla prezydenta Obamy.

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.