Zbiory

Jest piątek, gorące popołudnie, pewnie jedno z ostatnich w tym roku. Kilka dni temu zakończył się rzymski okres kanikuły. Owoce czarnego bzu proszą się o zbiory, na liściach drzew i krzewów widać już pierwsze oznaki jesieni. Włosi już maszerują z koszami po winnicach. Co bardziej niecierpliwi z polskich winiarzy pewnie nerwowo kręcą się już wokół krzaków solarisa. Rozpoczął się okres zbiorów. Różnice odmianowe sprawiają, że grona zbiera się w różnych terminach. Generalnie powiedzmy od połowy sierpnia do końca października zbiera się grona na wina standardowe. Do końca danego roku można w świetle prawa opóźnić zbiory, jednak jest pewien wyjątek. Grona na wino lodowe mogą być zbierane w kolejnym roku. Dlaczego ten okres jest rozciągnięty na blisko pięć miesięcy? Przecież owoce dojrzewają mniej więcej równomiernie.

To właśnie zagadnienie postaram się Wam dzisiaj przybliżyć i w jakikolwiek sposób usystematyzować. Nie będzie to łatwe, ponieważ winiarze, na których apelacja nie nakłada sztywnych norm, mogą mieć różne pomysły na swoje wina w zależności od pogody w danym roczniku. Uśrednię i uproszczę zatem zagadnienie, żeby było w miarę przejrzyście.

Z wczesnych zbiorów powstaną wina lekkie, orzeźwiające i idealne na przyszłe lato. Wśród pierwszych win czerwonych będziemy mieli owocowe, wesołe i figlarne wina o niezbyt wysyconej barwie. Powstaną też rose (te bardziej blade), dla których to bodaj najlepszy czas. To też moment, kiedy z krzaków zrywane są jagody na wina musujące.

Następnie zacznie się odwieczna walka z pogodą. Coraz częściej będzie padać, krzaki zaczną chorować a winiarze będą w owocach poszukiwać tego momentu, kiedy poziom cukru i dojrzałość aromatyczna wreszcie osiągną kompromis. To okres powiedzmy „standardowych zbiorów”, z których powstaną klasyczne wina w całej Europie, wina które chyba najczęściej trafiają do naszych kieliszków. Białe, różowe i czerwone. Oczywiście im dalej na południe tym wcześniej. Zamieszanie na winnicach panuje od Portugalii do Gruzji. Co w takim razie zostaje na krzakach po takim pandemonium?

Zostają grona w Czechach i na Słowacji, które zostaną przeznaczone na późny zbiór. Zostaje Furmint, który czeka na porażenie szlachetną pleśnią w dolinie Cisy tak jak w dolinie Żyrondy semilion, muskaty czy sauvignon Blanc i botrytyzowane grona w innych zakątkach kontynentu. Czeka Corvina w trakcie zasuszania metodą appassimento, z której powstaną wielkie Amarone, zostają i inne odmiany całego starego świata, gdzie zdecydowano się na intensyfikację aromatu w gronach tą metodą. Zostają jagody na wina słomkowe i lodowe. W znakomitej większości przypadków z tych gron powstaną wina słodkie, oleiste o intensywnych aromatach i bursztynowych refleksach. Wina wielkie i sławne. Powstaną też u ambitniejszych winiarzy trunki wytwarzane podobnie ale na innej szerokości geograficznej, w innym regionie czy nawet kraju. Polecam poszukiwać takich właśnie eksperymentów. Nie, żebym miał coś przeciwko słodkim tytanom, bo są wyśmienite, są też ogólnie znane, szanowane i dostępne. Autorskie zaś trunki, powstałe czasem w niewielkim „nakładzie” potrafią zaskakiwać i dawać wielką frajdę. W lodówce właśnie wylądowała butelka Eiswina Gruner Vetlinera z 2009 roku z niewielkiej winnicy położonej na prawym brzegu Dunaju w Dolinie Wachau. Na wycieczkę tam, zabiorę Was kiedy indziej. Przetrzebię moją piwniczkę przy tych wpisach, ale niech będzie, w końcu piątek i ta nostalgia w powietrzu. Osłodzimy ją trochę.

No dobrze. Skoro z grubsza wiemy jak poszły zbiory, to których butelek możemy spodziewać się najszybciej? Pierwszy (tutaj dla wielu może być zaskoczenie) będzie burciak od naszych południowych sąsiadów. Wina raczej nie przypomina. No dobra, to jest poniekąd wino, bo powstaje z winogron, jednak serwowany jest tak wcześnie, że niski poziom alkoholu nie pozwala nazywać go winem. I dobrze. Ja w picu burciaka przyjemności nie znajduję. Mętny, intensywnie pachnący drożdżami i cały czas fermentujący. O dziwo występuje biały i czerwony. Dopiero po nim, w trzeci czwartek listopada przyjdzie czas na pierwsze bożole. Możemy jeszcze posmakować vinho verde, wina śiętomarcińskiego i innych „zielonych” win oraz pierwszych rose i w sumie na ten rok to tyle. Byle do wiosny, kiedy zabutelkowana zostanie większość win a poprzedniego rocznika. Na wagę ciężką przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Część win (białych i czerwonych) ląduje w beczkach na okres od 3 do nawet 36 miesięcy, a wina wzmacniane nawet na dłużej. Część dojrzewa w kadziach, amforach lub butelkach. Wszystko zależy od wymogów apelacji lub fantazji i wizji winiarza.

To właśnie magia wina. Z niedawno rozpoczętych zbiorów pierwszego wina będziemy mogli skosztować w listopadzie, znacznej większości dopiero na wiosnę, a na niektóre przyjdzie nam poczekać kilka czy nawet kilkanaście lat. Myślicie, że warto? Nie bardzo jest wyjście. Wino z rocznika 2016 będzie na nas czekać i powoli odkrywać coraz to nowe odsłony i interpretacje. Rok ten jest w pewnym sensie wyjątkowy, bo w Polsce powstaną wina, na które czekam z niecierpliwością. Dam znać jak tylko się do nich dorwę. Tymczasem idę korzystać z pogody i przeciwdziałać nostalgii słodyczą.

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.