Wina, wina, wina dajcie! A jakiego nie pytajcie...

Troszkę to trwało, zanim dotarliśmy do wnętrza butelki. Szczegóły techniczne opakowania może nie są zbyt porywające ale wierzcie mi, że to ważna sprawa. Nie zwlekając zatem przechodzimy do tematu zawartości.

Wino z definicji to napój alkoholowy powstający wskutek fermentacji moszczu winogronowego i to jest jedyny wspólny mianownik jeśli chodzi o trunki z całego świata. Wolę łączyć niż dzielić, jednak w tym wypadku będę zmuszony odstąpić od tej zasady.

Wino możemy podzielić ze względu na kolor. Mamy czerwone (powstające z gron o ciemnych skórkach), białe, które mogą powstać zarówno z owoców jasnych jak i ciemnych (blanc de noir – na przykład część szampanów). Mamy wina różowe (również z  ciemnych gron) i bliskie im wina szare. Są jeszcze wina pomarańczowe, zielone, żółte i czarne (występują raczej lokalnie).

Podział można zastosować również ze względu na zawartość alkoholu w trunku. Od  lekkich (załóżmy do 10,5%) przez standardowe (11%-13,5%), wina naturalnie mocne (14%-15,5% a czasem i więcej) oraz wina likierowe (wzmacniane), które niekoniecznie muszą być słodkie (od 16% w górę).  Podział ten odbiega troszkę od przepisów prawa obowiązującego w UE. Przedstawiam to po swojemu, bo przepisy nie zawsze nadążają za praktyką i fantazją winiarzy, to raz. Dwa, że w znakomitej większości przypadków właśnie na taką zawartość alkoholu natraficie przy zakupach.

Kolejny element, który wyróżnia poszczególne trunki to zawartość cukru. Są wina bardzo wytrawne, są wytrawne z lekką nutą słodyczy, półwytrawne, półsłodkie i słodkie. Tutaj znowu kwestię regulują przepisy, którymi nie będę Was zanudzał. Każdy z nas ma trochę inny smak i inaczej może odbierać poszczególne wina, zwłaszcza w przypadku kiedy smak słodki jest balansowany wysoką kwasowością.

Dalej mamy podział na wina spokojne i musujące. Te drugie dzielimy zaś na wytwarzane metodą szampańską (wtórna fermentacja i nasycenie CO2 następuje w butelce) i tu ciekawostka – na potrzeby tego zabiegu wina są dosładzane, również Szampany. A na marginesie – do większości koniaków dolewa się wody destylowanej :). Wracając jednak do tematu – dalej są wina wytwarzane metodą „charmant” (bąbelki powstają w kadzi) oraz wina sztucznie nasycane dwutlenkiem węgla. Są jeszcze wina perliste, które charakteryzują się niższym nasyceniem gazu, a przy ich nalewaniu nie tworzy się piana (włoskie frizzante dla przykładu). Na koniec wina nasycone naturalnie CO2 powstałym podczas fermentacji, które po otwarciu i nalaniu zazwyczaj od razu uwalniają cały zawarty w nich gaz - w kieliszku tworzy się „mgiełka” po nalaniu a potem wino już jest spokojne.

Następnie wino możemy podzielić na kategorie związane z „technologicznymi” procesami wytworzenia surowca czy samego wina. Botrytyzowane, słomkowe, lodowe, wytworzone metodą appassimento czy ripasso, dojrzewające nad osadem, filtrowane i nie, poddane maceracji, fermentacji węglanowej, fermentacji jabłkowo-mlekowej, zbierane ręcznie lub maszynowo, macerowane lub fermentowane z szypułkami, fermentowane w drewnie, stali, betonie czy glinianej amforze, poddane mikrooksydacji, barwnione, przechowywane w beczkach – małych, dużych, długo, krótko i wiele innych…

Jakby tego wszystkiego było mało w prawie wszystkich konfiguracjach możemy spotkać wina  jednoszczepowe i kupażowane, ekologiczne, biodynamiczne, naturalne, wegańskie czy koszerne. Nic dziwnego, że niełatwo się w tym połapać. Wszystkie wymienione powyżej rodzaje w każdym możliwym zestawieniu dają 200 000 różnych konfiguracji. Co prawda nie spotkałem się z botrytyzowanym winem półwytrawnym, które fermentowałoby w amforze a następnie dojrzewało w beczce i na końcu zostało nasycone CO2 ale nie zmienia to faktu, że kombinacji jest mnóstwo. Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę wyłącznie najpopularniejsze na całym świecie odmiany winorośli (przyjmijmy dla uproszczenia, że tych uprawianych na każdym kontynencie w istotnych ilościach jest 30), wyjdzie nam już 6 000 000 konfiguracji. W głowie się nie mieści, jeśli dodać do tego kraj pochodzenia, region czy konkretną apelację dochodzimy do wyników, które zaczynają być bliższe odległościom w kosmosie niż winu.

Nie przerażajcie się ilością. Jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkich win świata skosztował Nie miejcie też kompleksów, ze do tej pory zdegustowaliście tak niewiele. Podejdźcie do sprawy optymistycznie – ile ciekawych flaszek jeszcze przed Wami :).  Pomogę Wam się w tym wszystkim jakoś odnaleźć. Listę win na 2017 macie już gotową. Najlepiej badać kwestię właśnie od ogółu do szczegółu. Zrobić przegląd pod kątem szczepów i regionów czy innego dowolnie wybranego kryterium z uwzględnionych powyżej, a wtedy na pewno znajdziecie coś co Was zainteresuje. Dalej już będzie prosto, bo poszukiwania będą konkretniejsze, a gwarantuję, że w ich trakcie natraficie na jakąś butelczynę, która odwróci na czas jakiś Waszą uwagę i poprowadzi na zupełnie inne winne tory. Ta droga niekoniecznie ma jakiś konkretny cel. Nikt nie przyznaje medali, nie ma leveli, a butelek nie zbiera się w telefonie jak pokemony (chociaż znam takie przypadki). W pamięci zostają wrażenia, nuty zapachowe, smaki i doznania. Pamiętajcie, że smak i zapach wina zależy nie tylko od tego co w butelce lub na talerzu ale również od miejsca, towarzystwa, nastroju czy ogólnie mówiąc anturażu i dlatego jesteśmy w swoich ocenach często nieobiektywni, co ludziom, którzy smakują wino dla przyjemności tylko dodaje smaczku, którego życzę Wam w każdym kieliszku. 

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.