Szklanką po łapkach

W pierwszym swoim wpisie obiecałem sobie i Wam, że będę uzupełniał wiedzę i dzielił się swoimi spostrzeżeniami i odkryciami, co do pewnego stopnia czynię przy okazji kolejnych tekstów. Dziś jednak będzie to „orka na ugorze”. No może bez przesady, jednak do tego tematu zawsze podchodziłem z przymrużeniem oka i pewną dozą rezerwy okraszonej ironią. Moje dzisiejsze rozważania skupią się zatem na szkle, a konkretniej na rodzajach kieliszków do wina.

Najpierw jak zwykle fakty a potem będzie subiektywnie. Otóż istnieje wystandaryzowany wzór kieliszka do degustacji wina (ISO). Nie zakłada on podziału na wina słodkie czy wytrawne, białe, różowe czy czerwone. Jest jedno słuszne szkło służące profesjonalistom do oceny organoleptycznej czy jak kto woli sensorycznej wina. Oprócz aspektów technicznych (łatwość „kręcenia” winem, trzymania kieliszka, czas ulatniania się aromatów czy spływania „łez”) celem tego kieliszka-instytucji jest, aby każde oceniane wino miało równe szanse, bo w zależności od rodzaju wina i szkła, w jakim jest podawane, jego odbiór może być różny. Możecie wykonać proste doświadczenie i nalać do trzech różnych kieliszków to samo wino, po czym podejść do jego konsumpcji. Powinno być ciekawie. Jeśli się ktoś zdecyduje poproszę o relację w komentarzach.

W związku z powyższym powstały specjalne kształty kieliszków do konkretnych win. Najprostszy podział to szkło do wina białego, czerwonego, słodkiego i musującego. Taki asortyment w domowym zaciszu powinien w mojej ocenie w zupełności wystarczyć nawet ambitnemu winopijcy, pod warunkiem rzecz jasna, że kształty będą odpowiednie. Wszak licząc po 6 sztuk każdego rodzaju daje nam to łącznie 24 kieliszki, które zajmują sporo miejsca.

Wśród eno maniaków znajdą się pewnie tacy, którzy z przyczyn estetycznych, pryncypialnych lub też chęci imponowania będą mieli w swej kolekcji więcej sztuk i bardziej skonkretyzowanych. Co zatem spotkamy w ich kredensach? Na pewno kieliszki w stylu bordoskim, które są podobne w kształcie do kieliszka degustacyjnego i zazwyczaj zachowują jego proporcje, są jednak zdecydowanie większe i wyższe. Będą tam też kieliszki burgundzkie, które są zdecydowanie bardziej pękate i przysadziste. Powinny też znaleźć się kieliszki, których naturalnym przeznaczeniem (wniosek własny) wydają się być wina zamykane w rozszerzaną ku górze butelkę podobną do bordoskiej (na przykład brunello) – takie z wyraźnym załamaniem w punkcie, gdzie przestają się rozszerzać a zaczynają zwężać (kieliszki na północ, butelki na południe) – zupełnie niepraktyczne moim skromnym zdaniem. . Wśród tych trzech pozycji zauważyłem pewną prawidłowość. Pomijając fakt, że wszystkie zwężają się na górze, bo jest to absolutnie konieczne, kieliszki te łudząco przypominają kształtem odwróconą do góry dnem butelkę typową dla danego regionu. Smukłe i długie bordoskie, bardziej pękate i przysadziste burgundzkie i  załamujące się ... powiedzmy „włoskie”. Różne są pojemności od śmiesznie małych po kuriozalnie wielkie (ponad litr). Wśród propozycji sklepów do win czerwonych udało mi się odszukać jeszcze szkło do caberneta, syrah czy zina jednak póki co to raczej fanaberia producenta/sprzedawcy niż świecka tradycja, a szkoda. Wydaje mi się, że specjaliści mogli by wprowadzić, może nie standardy, ale rekomendacje kształtów kieliszków dla różnych szczepów, win czy regionów. Oczywiście Burgundia i Bordeaux to klasyka, ale na świecie powstaje tyle świetnych win, że mogły by one doczekać się swojego typu kieliszka. Mógł by to być też element marketingu…

Swojego rodzaju kieliszka doczekał się riesling, zarówno ten alzacki jak i mozelski, ba nawet w Austrii wykorzystuje się podobne szkło (czy we włoskim Tyrolu nie sprawdzałem, ale pewnie tak). Szkło to jest niskie, ma niewielką pojemność i napełniane jest zazwyczaj „pod falbankę”, a do tego ma zieloną nóżkę lub cały jest zielonkawy. Masakra. Jedyną jego zaletą jest mała objętość, która ogranicza nagrzewanie się wina. O wadach będzie na końcu hurtowo :).

Białe i różowe wino powinno podawać się schłodzone, zatem z założenia ich objętość powinna być mniejsza od szkła do win czerwonych. Generalnie proste wino białe powinno być podawane w wyższym węższym kieliszku zwężającym się ku górze, natomiast wino białe starzone w beczce wymaga odrobinę innego kieliszka, którego kąt zwężania się ku górze będzie bliższy prostemu, w takim też kieliszku ze spokojem można pić wino różowe.

Wina musujące powinny być podawane w kieliszkach wąskich, wysokich i strzelistych, jednak lekko na górze zwężonych. Tutaj chyba jest najwięcej dostępnych na rynku wzorów i kształtów – jedne mniej, drugie bardziej udane.

Na koniec wina słodkie – tokaje, porto, madera itp. Szkło niższe, w kształcie podobne do kieliszka degustacyjnego. Udało mi się odszukać ciekawą grafikę, którą wklejam poniżej. Jak widać dla konsumentów z Azji starannie przygotowuje się instrukcje, chociaż chardonnay, nawet największe Chablis z burgundzkiego szkła wydaje się pewnym „uproszczeniem” :).

szklanka po lapkach

Źródło: www.boutiquewinesasia.wordpress.com

Wszystkie powyższe sugestie dotyczą kształtu i wielkości. Co zatem z resztą? Kieliszek powinien być wykonany z przezroczystego możliwie jak najcieńszego szkła. Wszelkie „bajery” typu zdobienia, barwienia, grawery, kule u podstawy i tym podobne będą zaburzać odbiór trunku. To samo odnosi się do szkła kryształowego, czy też kryształami zdobionego.  Kieliszek przed nalaniem wina powinien być … czysty i nie mieć żadnych obcych zapachów (płyn do naczyń, odświeżacz do zmywarki). Oprócz tego istotna jest też jego temperatura w zestawieniu z winem. Jeśli wino jest zbyt ciepłe możemy schłodzić kieliszek w zamrażarce (a nie wino!), co będzie miało zdecydowanie lepszy wpływ na degustację. Ciepły kieliszek wprost ze zmywarki, do którego nalejemy białe chłodne wino może zepsuć całą zabawę. Należy pamiętać, że kontakt z kieliszkiem powoduje zazwyczaj zmianę temperatury wina (bardziej znaczącą dla win schłodzonych). Znam nawet specjalistów, którzy mają specjalne termometry działające na zasadzie optyki – bezdotykowo i mierzą nimi ciepło kieliszka, butelki, płynu itp. Urządzenie nie jest dramatycznie drogie, więc jak ktoś chciałby zaszpanować, to proszę – recepta gotowa :).

Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe, należy pamiętać, iż naczynie z którego pijemy nie jest bez znaczenia. Może wpływać na odbiór wina i podkreślać jego zalety lub też ułatwić wykrywanie ewentualnych wad. Szkło to też dość prosty wskaźnik profesjonalizmu osoby, która wino Wam serwuje. W restauracji, barze, podczas degustacji czy w winiarni. Kieliszek to element pewnego rytuału, magiczne naczynie dzięki któremu możemy przejść z winem na Ty. Wiele osób bagatelizuje lub spłaszcza tę kwestię jak ja dotychczas, co jest karygodne. Niemniej jednak swojego domowego przyzwyczajenia nie mam zamiaru zmieniać i wszystkie wina spokojne i codzienne pić w jednym „uniwersalnym” kieliszku, by dać im równe szanse. Pozostanie niezmienny również mój pogląd, że picie wina w szklance (na przykład na pikniku czy do śniadania), bo ma swój „rustykalny” urok, któremu czasem ulegam i czuję się z tym mniej winny, niż wtedy, gdy piję z plastiku, nawet w kształcie kieliszka i idealnie imitującego szkło.  

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.