Poproszę kieliszek czerwonego wina. Wytrawnego. Służę uprzejmie Panie doktorze...

- Poproszę kieliszek czerwonego wina. Wytrawnego.

- Służę uprzejmie Panie doktorze.

To fragment dialogu z filmu Sztos 2, kiedy grupa cinkciarzy zasiada przy restauracyjnym stoliku i składa zamówienie. Film jest niezły, jednak nie o rodzimej kinematografii dzisiaj a o kulturze picia i stereotypach, które dialog świetnie obrazuje.

W Polsce utarło się, z powodów dla mnie niejasnych, że wino to trunek klasy wyższej oraz Pań. Prawdziwy facet musi konsumować piwko i czystą. Wydaje mi się, że w ostatnim czasie do tego zacnego grona dołączyła także whisky i to pita z colą. O zgrozo! Dlaczego?

Przyczyn takiego stanu rzeczy należałoby pewnie poszukiwać w sklepach monopolowych z czasów słusznie minionych, gdzie na półkach do wyboru była wódka w kilku odsłonach, ajerkoniak i nieśmiertelna trójca „winna” -  ciociosan, sofia i bycza krew.  W telewizji dwa programy i propaganda, w radio to samo, na ulicach zomo i ogólny deficyt przyjemności duchowych. Trudno się dziwić, że pili. W domach, fabrykach, biurach i gabinetach, barach, knajpach czy pod budkami z piwem. Pili koniaczki, wudżitsu i chałupnicze destylaty i to w ilościach, które miały rozweselić szarą rzeczywistość, piwo traktując jak napój izotoniczny doskonale łagodzący syndromy kaca.

Dla każdego więc, kto chciał zachować względną przytomność umysłu lub jako taką sprawność dnia następnego, a chciał również się nieco rozweselić, pozostawało wszystko poza trunkami wysokoprocentowymi.  Chyba właśnie z tego powodu wino to alkohol lekarzy, prawników i kobiet, generalnie wszystkich, którym nie wypadało się zataczać, bełkotać i śpiewać plugawych piosenek :).

W 1989 roku przyszło nowe, pojawiły się fast foody, ortalion, czar par, koło fortuny i Kiemlicze w telewizyjnych reklamach, ale stereotypy i zwyczaje związane z codziennym alkoholizowaniem się pozostały. Do grona napitków prawdziwych mężczyzn została dopuszczona whisky (prawdopodobnie za sprawą Franciszka Franza Maurera z Psów, który za jej  skrzynkę nabył bośniacką nastolatkę). A co z winem?

Jego spożycie w Polsce wzrasta każdego roku. Dbają o to dystrybutorzy i wielcy gracze sprzedaży detalicznej. Jednak za zwiększonym spożyciem rynek rozwarstwia się zamiast homogenizować. Teoretycznie im więcej wina pijemy, tym powinno być ono lepszej jakości. Niestety  tak się nie dzieje, ponieważ wina lepszej jakości są w Polsce zdecydowanie za drogie. Nie mam tutaj na myśli najpotężniejszych win świata, te zostawmy nowobogackim Chińczykom, krytykom winiarskim i kolekcjonerom, a my pijmy na co dzień zwykłe proste i przyjemne wina, którymi mieszkańcy południowej Europy cieszą się w cenach od 2 do  4 euro za flaszkę zarabiając przy tym więcej niż my. Statystycznie więc trywialne wino do popicia kolacji powinno kosztować w Polsce nie więcej niż 10 złotych. W tej cenie możemy kupić co najwyżej trunek „Fajrant”, którego nazwa jednoznacznie sugeruje przeznaczenie.

Oczywiście nawet gdybym powiesił wszystkie możliwe psy na izbie skarbowej i dystrybutorach, taka cena wina jest nieosiągalna w teorii i praktyce,  niemniej jednak polski rynek wina jest poniekąd moderowany przez największych graczy, a wodą na młyn tej animacji są opisane stereotypy, to zaś powoduje, że nasz wybór wina w sklepie jest pozorny, bo ktoś wybrał je za nas.

Na koniec pora obalić jeden z największych mitów z winem związanych – nie trzeba się na winie znać, żeby je pić i niekoniecznie musi to być dyskontowy sikacz. Pytajcie sprzedawców i nie bójcie się swojej niewiedzy, to nie jest powód do wstydu. I uwierzcie mi – główną misja sprzedawcy w sklepie z winem nie jest naciągnięcie klienta czy zrobienie z niego idioty (choć sam czasem odnoszę odmienne wrażenie), a nakłonienie kupującego do powrotu na kolejne zakupy. Zazwyczaj też taki człowiek ma wiedzę na temat wina, które sprzedaje i być może nawet  je degustował, więc jest spora szansa, że trunek jest sprawdzony. Wasz wybór dalej pozostaje pozorny ale w tej sytuacji chociaż świadomy.

Nie bójcie się sklepów z winem, pytajcie, sprawdzajcie, degustujcie, a przede wszystkim domagajcie się rabatów :). Udanych zakupów. 

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.