Polska akacja - robinia akacjowa

Ostatnio zdałem sobie sprawę, że akacja to moje ulubione drzewo. Wyszło to podczas przypadkowej rozmowy na zupełnie inny temat. Zapytano mnie dlaczego. Ja z marszu odpowiedziałem, że pięknie kwitnie, że miód akacjowy jest moim ulubionym, że to najlepsze drewno na opał i marzy mi się, by mieć dom do którego droga prowadzi aleją akacji właśnie podobną do tej ze zdjęcia. Rzecz najważniejsza zaś to fakt, że w akacjowych beczkach można przechowywać wina. I o winach starzonych w akacji chciałbym Wam dziś kilka słów napisać. Dowiedziałem się również, że moje ulubione drzewo, to samo z którego powstają beczki, to wcale nie jest akacja a robinia akacjowa, ponieważ w naszym klimacie akacja nie rośnie.

O roli dębu w przemyśle winiarskim napisano już wiele. Począwszy od korka na beczkach skończywszy. Temat to godzien nie tylko książki ale i odrębnej gałęzi nauki łączącej sztukę bednarską, winiarską i dendrologię.  Ja sam nie podejmuję się z nim mierzyć póki co, natomiast obiecuję, że będę zbierał materiały i informację od praktyków i być może za czas jakiś chwycę byka za rogi.  

Akacja to co innego. Trochę nowość, czy może zapomniana tradycja, bo dokopałem się do informacji, że beczki z tego drewna były i są stosowane w Tokaju i Sauternes. Jedno jest pewne – akacja staje się modna. Coraz odważniej wkracza w świat wina. Powodów jest wiele. Po pierwsze winiarski świat stale ewoluuje i uczony doświadczeniami odkrywa nowe sposoby i możliwości podkreślenia charakteru trunku. Pionierami w tym zakresie są winiarze z nowego świata, których praktycznie nie ograniczają apelacje czy lokalne prawo. Po wtóre coraz bardziej świadomi konsumenci opili się już chardonnay z dębowej beczki, które może i jest wyśmienite (zwłaszcza jeśli wytworzone zostało w północnej Burgundii), ale oczekują czegoś nowego, synonimu XXI wieku - efektu WOW. Po trzecie samo chardonnay, jeszcze niedawno tak popularne ustępuje systematyczne pola innym szczepom, które stają się powszechne na całej kuli ziemskiej. Nasadzenia nowych odmian zaś w miejscach, gdzie jedynym ograniczeniem jest własna fantazja, prowokują winiarzy do eksperymentów. Jednym z nich są właśnie beczki z „pseudoakacji”. Z jednej strony zabawny może wydawać się fakt, że drzewo to rośnie wyłącznie na półkuli północnej, a wyśmienicie może dopełniać wina powstałe na południowej części globu, z drugiej zaś jest to swego rodzaju sygnał dla winiarzy z północy – kochani nie musicie szukać beczek z Francji, Węgier, Sławonii czy USA, wystarczy namówić lokalnych bednarzy do działania i samemu wyzbyć się kompleksów a zacząć doświadczenia. Ponoć winiarz sam powinien wypalać beczki.

Dlaczego właśnie to drewno zwróciło moją uwagę? Otóż w mojej ocenie idealnie pasuje do win lekkich, mineralnych, win rześkich o dość wysokiej kwasowości. Równocześnie kontakt z tym drewnem nie niszczy struktury wina a jedynie ją podkreśla. O ile mała ilość aromatów chardonnay powoduje, że dąb właśnie nadaje mu charakter, ciało i zmysłowość o tyle ta sama beczka zabiłaby rieslinga, pinot gris czy sauvignon blanc, że o „muszkatowych” szczepach nie wspomnę. Akacja zaś wydaje się bezpieczna nawet dla gewurztraminera, soave czy viognier, chociaż nie spotkałem jeszcze takich projektów w kieliszku. Będę wdzięczny jeśli ktoś miał okazję o namiary na producenta.  Wina w niej dojrzewające nie są zdominowane aromatami beczki, a co najważniejsze nie tracą swojej zwiewności, lekkości i owocowości. Nabierają głębi, otrzymują delikatne miodowo tostowe nuty, które są uzupełnieniem dla pierwotnych aromatów szczepu. Akacja pozwala winu rozkwitnąć. Podnosi temperaturę i poprawia nastrój, daje obietnicę, inspiruje i wymaga, aby patrzeć w dal.  Nie „konserwuje” tak skutecznie jak dąb ale przecież nie o to chodzi. Wina z akacji nie powinny być raczej przeznaczane do dłuższego starzenia. Nie pozostawia za to po sobie tylu garbników, dzięki czemu nie „dociąża” trunku, delikatnie tylko go otulając i zaokrąglając.  Delikatnie pogłębia barwę i powoduje, że wino troszkę wolnej się otwiera. W mojej ocenie jest po prostu idealna. Rzecz jasna win tak wspaniałych póki co nie jest jeszcze zbyt wiele, ale to nie jest powód do zmartwień, zwłaszcza dla polskich winiarzy.

I tutaj zbliżamy się do meritum. Rodzimi producenci powoli (na szczęście systematycznie) wyrastają z win czerwonych. Coraz śmielej nasadzają viniferę. Coraz częściej sięgają też po drewno zarówno w procesie dojrzewania wina jak i fermentacji. Każdego roku jesteśmy coraz bliżej definicji „polskiego wina”. Zapytam zatem przewrotnie – czy tytułowa polska akacja, która akacją nie jest nie mogłaby być elementem, który wyróżnia nasze wina na trudnym europejskim rynku? Czy nie warto byłoby z nią poćwiczyć? Nadać winom charakteru i wdzięku? Miło byłoby za dziesięć lat odwiedzić winiarzy włoskich, francuskich czy węgierskich i po pytaniu skąd jesteś usłyszeć – aaaa, Polska. To tam, gdzie wino dojrzewa w beczkach akacjowych. Rozmarzyłem się trochę J Faktycznie jednak nasze winiarstwo jest obecnie na podobnym etapie co cały świat (z niewielkimi wyjątkami) jeśli idzie o zastosowanie akacjowych beczek. Są i u nas pierwsze nieśmiałe próby, nie mogę doczekać się rezultatów. Wiadomo, że nie od razu Kraków zbudowano i trzeba kilku sezonów, żeby nadać harmonię i wypracować solidne wina. Polskie winiarstwo jest jednak jeszcze na samym początku winnej drogi, jest zatem tak wcześnie, że na pewno nie jest za późno.

Wyjątek stanowią winiarze Małopolskiego przełomu Wisły, którzy w karcie winnic zapisali sobie zakaz stosowania nowych barrique w przypadku win białych, ale czy ktoś powiedział, że beczka z akacji musi mieć 225 litrów…?

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.