Pastis a sprawa polska

Żal mi tych zakurzonych butelek z pastisem, które stoją gdzieś na dole sklepowych półek. Butelek, na które właściciel patrzy z wyrzutem, że nikt ich nie kupuje. Butelek, w których kryje się przecież całe słońce Prowansji, morska bryza z portu w Marsylii i gwar dobiegający z wąskich uliczek starego miasta w Nicei. To napój, który chłodzi pośród nagrzanych murów Awinionu, przy którym grający w bule staruszkowie toczą niekończące się debaty o czasach minionych. To w końcu godny następca absyntu, trunku istotnego historycznie, który na przełomie wieków tworzył poniekąd historię dekadentów, któremu kultura i sztuka zawdzięcza tak wiele. Pastis to nie likier anyżowy ale kawał historii zamknięty w butelce, trochę jak list z tamtych lat.

No ale po kolei i rzeczowo. Jest to produkowany na południu Francji (głównie w Marsylii) likier anyżowy z dodatkiem ziół, między innymi lukrecji i kopru zwany przez francuzów pieszczotliwie „żółtym”. Powstanie tego napoju przypisuje się rządowi francuskiemu, który zakazał produkcji absyntu w 1915 roku. Producenci zdecydowali się zasypać a raczej „zalać” lukę po piołunówce, tak popularnej w epoce fin de siecle, właśnie pastisem. Anyżówka zyskała popularność w całej Francji, na południu pija się ją do dziś ze szczególnym upodobaniem.

Pastis podaje się w wysokiej niezbyt dużej szklance lub specjalnym kieliszku. Najpierw nalewa się trunek, potem odrobinę wody i kotkę/kostki lodu, nigdy odwrotnie. Do zestawu powinien być dołączony niewielki dzbanek z wodą, aby każdy według uznania mógł dobrać proporcje. Różnice są wielkie. Skoncentrowany jest wręcz słodki i bardzo intensywnie anyżowy a kolor jest kremowo żółty, jest też mocny. Im więcej wody, tym ciecz bardziej opalizuje, staje się jaśniejsza, i coraz bardziej zaczyna przypominać mleko. Stąd jedna z nazw potocznych – mleko Prowansji. Cały ten rytuał podawania i konsumpcji jest nawiązaniem do absyntu. Można by go porównywać do tureckiej raki czy greckiego ouzo ale trunki te oprócz anyżu i mętnienia pod wpływem wody nie maja wiele wspólnego jeśli chodzi o odbiór. Taka mieszanina ma wspaniałe właściwości. Oprócz tych, które powoduje każdy napój alkoholowy, wspomaga trawienie, działa zbawiennie na jelita i żołądek, pomaga przy zatruciach i wzdęciach. Generalnie cokolwiek dzieje się niepokojącego w brzuchu, pastis to załatwi. Przy okazji każdej podróży samolotem zakupuję na lotnisku butelkę. Nieoceniona była jego pomoc w Egipcie, gdzie ustrzegł mnie od „klątwy Faraona”. Wystarczył jeden przed posiłkiem (z wyłączeniem śniadań). Generalnie polecam na każdą podróż, gdzie znacząco zmienia się flora bakteryjna otoczenia i jedzenia. Zioła w nim zawarte muszą mieć wpływ na ludzką termoregulację. Człowiekowi staje się chłodniej i przestaje się pocić. Jak działa relaksująco i odprężająco nie sposób opisać, musicie sami spróbować jakiegoś upalnego popołudnia. Ja zabieram go w każdą podróż albo nerwowo poszukuję już na miejscu.

Dlaczego w takim razie skoro taki wspaniały to nikt go nie kupuje? Nie wiem, odpowiedzcie mi. Trudno go dostać w sklepach, bo jak ktoś przez nieuwagę weźmie trzy butelki, to długo poszukuje amatora, a jak już sprzeda to drugi raz tego błędu nie popełni. Mam problem, bo jak już wyszukam jakieś miejsce, gdzie jest i wykupię cały zapas, to go nie odnawiają, a mi picie pastisu sprawia niesamowitą przyjemność. Producentów jest wielu, We Francji każdy większy sklep posiada spory wybór. Są też różne pojemności w zależności od wielkości rodziny i częstotliwości zakupów. Od pół litra do trzech. Po prostu raj.

A Wy, którzy winną Rzeczpospolitą władacie, Wy którzy na wycieczkach do Grecji czy Turcji wypijacie raki i ouzo w nadmiernych ilościach (czyżby w myśl zasady, że za darmo to i ocet słodki?), dlaczego nie kupujecie tego zacnego trunku? Czyżby smak jego drażnił Wasze podniebienie w kraju? Co prawda w miejscu wytwarzania smakuje zupełnie inaczej, ale i u nas zdarzają się upalne popołudnia, kiedy człowiek nie może znaleźć ukojenia w żadnym napitku. Po to wymyślono pastis!  Wasze zdrowie!

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.