Niezbadane są wyroki boskie i sądu rejonowego…

Przyjechałem na spotkanie jak zwykle kilka minut przed czasem (kiedy ja się tego oduczę?). Zanim zdążyłem zaparkować, otrzymałem telefon… Miałem pół godziny wolnego. Punktualność to cnota i brzemię zarazem. Na szczęście w pobliżu był supermarket. Cóż mógłbym zrobić innego – zanurkowałem w półki z winem, a nóż wyszperam coś na wieczór... Zmęczony ostatnią fazą kataru snułem się niemrawo pomiędzy czerwoną Francją i Hiszpanią, poszukując czegoś, co będzie bardziej intensywne, niż wina, które piję na co dzień. Wybór na kolana nie powalał, ale wpadła mi w ręce jedna butelczyna. Klasyczna bordoska flaszka, ładna etykieta z rysunkiem posiadłości i jeszcze jakiś medal, co prawda brązowy, ale jest. Nawet nie chciało mi się wzroku wytężać, na drobniejszą czcionkę na etykiecie. Lekturę kontretykiety pozostawiłem sobie na bliżej nieokreślone później. Rocznik 2012 i duży napis MADIRAN – myślę sobie, że pewnie niewielka apelacja w Akwitanii, że jakiś bordoski kupaż podbity beczką, trochę mnie rocznik zastanawiał w zestawieniu z ceną, ale katar, wrodzona ignorancja i ciekawość świata wzięły górę. Spontaniczne wino na wieczór wylądowało w koszyku.

Jakie było moje zdziwienie przy pierwszym łyku! Bardzo rzadko w przypadku nieznanych etykiet zawartość tak bardzo odbiega od wyobrażeń. No to sprawdzam. Okazuje się, że poniekąd miałem rację. To jest coś w stylu kupażu bordoskiego z cabernetami – sauvignon i franc, tylko zamiast merlota użyto szczepu TANAT. Dalsze moje zaskoczenie, to miejsce wytwarzania. Okazuje się, że miejscowość Madiran leżąca w Gaskonii, nie jest już częścią Regionu Midi Pyrenees (ani tym bardziej Akwitanii, którą typowałem, chociaż dawniej wszystkie te krainy nosiły wspólną nazwę Sud Ouest), a wraz z Langwedocją i Russillion od stycznia 2016 tworzą region Oksytania (fr. Occitanie).

Okazało się, że zupełnym przypadkiem trafiłem na wino z niewielkiej apelacji, która prawdopodobnie jest ojczyzną tanata, szczepu, który wypada znać i rozpoznać. Szczepu, który jest bardzo charakterystyczny (gdyby zamiast niego był na przykład malbec, to wino to nie wzbudziłoby takiej ciekawości), ale ma niewielu amatorów. Szczepu, przy którym wspomnienie o mikrooksydacji jest zawsze na miejscu (na potrzeby jego obróbki powstała ta technologia). Szczepu, który kupażuje się z cabernet franc bez obaw o poziom wybarwienia wina. Szczepu, z którego produkuje się wina … „najzdrowsze”, bo zawierające najwięcej polifenoli.

Wino na kolana mnie nie rzuciło, ale taki delikates za takie pieniądze z marketowej półki miał prawo kuleć (chociaż w podobnych pieniądzach piłem ostatnio Fronton z innego sklepu, które trzymało poziom), za to idealnie zgrało się z katarem i ogólnym samopoczuciem. Rozgrzało, taniny wykonały swoją antybakteryjną pracę z zapałem godnym poważniejszego schorzenia, a głębia koloru pobudziła wyobraźnię. Nic na świecie nie dzieje się bez przyczyny. Niech ignorowany i przypadkowy tanat w kieliszku będzie na to dowodem. 

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.