Merde! Pierwszy raz we Francji

Dziś chciałbym Wam pokazać i opowiedzieć o pierwszych wakacjach, których motywem przewodnim oprócz zwiedzania i odpoczynku było wino. Nie będę zanudzał Was etykietami (po prawdzie to ich już nie pamiętam, a z tego wyjazdu zostały mi ze dwie butelki) ale postaram się Was zaczarować miejscami godnymi odwiedzenia nie tylko ze względu na bliskość najznamienitszych winnic. Trasa była ambitna i męcząca ale warta poświęceń. Zapraszam na foto podróż.

Z okolic Warszawy ruszyliśmy bardzo wczesnym rankiem, więc jeszcze przed południem mignął nam Mikulov po lewej stronie. Wtedy, jak znakomita większość turystów nie zdawaliśmy sobie sprawy, jakie winne skarby są na Morawach.

a

Na kolację i nocleg zatrzymaliśmy się w Treviso. Jadłem tam najlepszą carbonarę w życiu.

2

Poranek z kawą przy takim ekspresie zapowiadał naprawdę ciekawy dzień.

3

Wybraliśmy się zatem do Wenecji. I tu kilka ciekawych uwag. Miasto to zostało zaprojektowane tak, aby poruszać się po nim łodziami, zatem zwiedzanie go na piechotę nie jest zbyt komfortowe. Albo idziemy z ludzką masą albo gubimy się w ślepych zaułkach. Gondolą wygodniej ale znacznie kosztowniej :).

4

Wystarczy jednak odjechać trochę od Wenecji aby natrafić na piękne plaże. Te położone na wschód od miasta są niesamowite. Ta ze zdjęcia jest od strony zachodniej.

5

Kolejnego poranka oczom naszym ukazał się taki widok.

6

To piękne miasto ze wspaniałą zabytkową bramą.

7

Koloseum.

8

No i punktem najważniejszym – balkonem z historii rodzin Capuletii i Montecchi. Wejście na górę kosztowało równowartość dwóch flaszek wina, więc sobie darowałem :).

9

Następnie zajrzeliśmy na chwilę do portowej Genui.

10

Aby ostatecznie wylądować wieczorem na promenadzie anglików w Nicei.

11

Hotele rezerwowaliśmy spontanicznie praktycznie z dnia na dzień. To był rok 2011. Testowałem dopiero pierwszego smartfona a wi fi nie było wszędzie dostępne, zatem zdarzały nam się wpadki, jak na przykład prysznic w szafie…

12

Niewygody wynagrodziły widoki dnia następnego. Monako i honorowa runda po jedynym ulicznym torze formuły 1.

13

Na nocleg trafiliśmy do Avignon. Widok pałacu papieskiego skąpanego w zachodzącym słońcu, smak zupy rybnej i pastisu w upalny wieczór…

14

No i niedokończony most… wejście na niego kosztowało 3 wina. Nie muszę chyba nic więcej dodawać :).

15

Po śniadaniu wycieczka do Chateauneuf du Pape.

16

I wizyta w miejskiej toalecie. Coś się mnie dziś trzyma temat hydrauliki. O ile mnie pamięć nie myli, skorzystanie z tego przybytku była odpłatne.

17

Po takich wrażeniach piknik nad Rodanem okazał się wspaniałym wyjściem rzecz jasna z kieliszkiem rose J Dopuszczalny poziom alkoholu w wydychanym powietrzu we Francji co 0,5 promila. Nikt tego nie sprawdza, choć teraz trzeba posiadać w aucie prywatny alkomat. Ostrzegam jednak przed nadużywaniem tego dobrodziejstwa, bo Francuzi są przyzwyczajeni do prowadzenia po alkoholu a my niekoniecznie.

18

Tak dojrzewa grenache.

19

Nimes i kolejne Koloseum.

20

To wykorzystywane komercyjnie jako sala koncertowa.

21

W drodze na zachód spotkała nas przygoda, o której muszę napisać. Otóż przez pół dnia poszukiwaliśmy noclegu wzdłuż plaż Lwiej Zatoki (zdecydowanie najpiękniejsze na południu kraju), niestety bezskutecznie, zatem zdecydowaliśmy się na jazdę do Carcasonne, jednak korek na autostradzie zmusił nas do zmiany trasy. Trafiliśmy do miasteczka, którego nazwy nie pamiętam. Z parą podobnych nam desperatów licytowaliśmy ostatni wolny pokój w mieście (ten pod neonem), który jak się później okazało od frontu graniczył z najbardziej ruchliwym skrzyżowaniem w mieścinie a od tyłu z torami TGV. Okno było tylko balkonowe, więc albo hałas i neon albo upał ponad 40 stopni. Niezapomniana noc, którą jednak znacznie wynagrodziła zaserwowana przez gospodynię kolacja.

22

Następnie wizyta w potężnej twierdzy, ostatnim przystanku na kontynencie dla średniowiecznych krucjat.

23

Będąc tak blisko, nie sposób było nie odwiedzić stolicy Armaniaku. Uroczy Condom to miasteczko zatopione w okolicznych winnicach. Odnosi się wrażenie jakby wszyscy ciągle byli na lekkim rauszu.

24

Poranna wizyta w gospodarstwie produkującym ten szlachetny destylat, gdzie dwoje emerytów raczyło się winem po śniadaniu tylko potwierdziło te przypuszczenia. Na zdjęciu destylarnia…

25

I milion euro w płynie zamknięte na patyk w stalowej szopie :).

26

Następnie odwiedziliśmy kraj Basków, aby poplażować nad zimnymi wodami Zatoki Biskajskiej.

27

A potem wypoczęci udaliśmy się do Akwitanii. Szybka wizyta w Bordeaux. Na zdjęciu Żyronda.

28

A tak powstaje koniak… Najpierw winogrona dojrzewają na polu…

29

Następnie fermentują i zmieniają się w wino.

30

Kolejny etap to destylacja.

31

I efekt finalny. Kilka milionów euro ale tym razem porządnie zabezpieczone :).

32

Następny przystanek to urocze miasteczko nad Loarą – Amboise.

33

I jeden z najpiękniejszych zamków – Chambord, a w nim wspaniałe schody mistrza Leonardo.

34

Następny przystanek to miasto, które toczy z Remis ciągły spór o to, które jest stolicą szampana :).

35

Ostatnim punktem podróży był Strasburg z uroczą dzielnicą Petit France i monumentalną katedrą.

36

To tyle. Podróż długa i szalona, którą można było wykonać chyba tylko dzięki młodzieńczemu zapałowi. Tak zaczęła się moja przygoda z winem w terenie na poważnie. Podczas pierwszej wyprawy nie udało się odwiedzić wszystkich regionów i znamienitych winiarzy, ale to co się udało, wystarczyło, żeby bakcyl enoturystyki zagościł na dobre w każdym wyjeździe. Może kogoś to zainspiruje, może pokaże, ze Francja nie jest taka straszna (teraz co prawda może mniej bezpieczna) ale na pewno fascynująca.

Dla leniwych podaję po kolei winne regiony, które odwiedziliśmy : Veneto a w nim Soave i Valpolicella, Prowansja, Dolina Rodanu z Chateauneuf du Pape i Cotes de Nimes, Langwedocja i Russillion, Gaskonia, Akwitania z Bordeaux i Cognac, Dolina Loary, Szampania i Alzacja.

 

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.