Lato z radiem

Nie o tańcach jednak dzisiaj, a o winie, chociaż już tutaj można by pokusić się o krytykę. Wszak Polka to taniec z Czech się wywodzący. Jest jednak obecna w naszej kulturze tak długo, że z czystym sumieniem wino tym imieniem nazwać można, zwłaszcza jeśli odbiorcami mają być ludzie, którzy przynajmniej część swojej konsumpcji nabywają w dyskontach. Odbiorcy o gustach raczej niezbyt wyszukanych/wyedukowanych ale za to idący szerokim gronem do sklepu i stanowiący masę czy też poważny potencjał nabywczy.

Fakt, że po raz drugi w niemieckiej sieci dyskontów pojawiło się polskie wino (może nie spodobać się miłościwie nam panującemu) został i zapewne zostanie szeroko odnotowany na winiarskiej dyskontofilskiej blogosferze. Mi do tej pory nie zdarzyło się wskazać ani jednej etykiety, bo uważam, że trzeba dać winopijcom wędkę (wiedzę) a nie rybę (wino), żeby sami łowili najlepsze okazje. No ale o gustach się nie dyskutuje…

Dlaczego zatem zdecydowałem się wypowiedzieć na temat Polki? Już śpieszę z wyjaśnieniami. Otóż z poczucia winy, że pochopnie kierowałem krytyczne słowa wobec tego procederu oraz z powodu zaskoczenia tym co znalazłem w butelce.

Tak! Polka to zdecydowanie wino, o którym należy mówić, bo oprócz tego, że jest  wytworem pracy jednej z polskich winnic, to jest to wino instytucja, które może zachęcić szerszą rzeszę odbiorców do odwiedzania polskich winnic i degustowania polskiego wina oraz zakupów. To wino łamie pewną granicę, nie tylko ceny ale i koncepcji biznesowej, bo nie samymi ideami człowiek żyje. Łamie też pewien stereotyp, że Polacy nie chcą pić polskiego wina. Okazuje się, że chcą, tylko cena musi być dostosowana do ich preferencji i musi być łatwo je kupić. Mniejsza cena, niższa jakość powiecie. Trochę racji w tym jest ale w tym konkretnym przypadku jakość o dziwo się broni…

Oczywiście branża zaraz wyleje wiadro pomyj na producenta, że kupaż od Sasa do lasa, że finisz z zieloną niedojrzałą papryką to nie szczyt winiarskich marzeń, że etykieta przaśna i niepoważna i temu podobne.

Ja zaś chylę czoła przed wine makerem, który to wino popełnił (nie wiem kto je zrobił ale na pewno się dowiem), bo co prawda w niezłym roczniku 2016 ale faktycznie z materiału… nieco przypadkowego, a może inaczej – zastanego. Piłem białą i różową i podszedłem do nich z ogromną rezerwą spodziewając się najgorszego. Nic takiego się nie stało. Wino poprawne technicznie, perfekcyjnie zrobione w winiarni, wyprowadzić taki kupaż nie zalewając go cukrem to już ekwilibrystyka. Oczywiście na polu i w koncepcji zabrakło trochę, jednak głównym celem było zaspokojenie apetytu sieci dyskontów. W przyszłym roku będzie lepiej. Jestem o tym przekonany.  No chyba, że zmienią koncepcję.

I tak moi drodzy dokonała się rewolucja na rynku polskiego wina, na której mogą skorzystać wszyscy, rzecz jasna wprowadzając pewne korekty, głównie w cennikach. Otóż winnica Srebrna Góra, która do tej pory w branży była kojarzona raczej z winem niskiej jakości i problemami natury około winnej stała się z dnia na dzień najbardziej rozpoznawalną z polskich winnic (teza własna, nie poparta badaniami). Prawdopodobnie po raz wtóry sprzeda całą swoją roczna produkcję w tydzień lub dwa – jak chcecie spróbować wina rewolucji pośpiech jest wskazany.  Mam nadzieję, że w przyszłym roku  będzie jeszcze agresywniej podkreślać swoją pozycję. Pewnie zwiększy nasadzenia, może zacznie skupować owoce i namówi podkrakowskich rolników do zakładania plantacji winorośli. Kto wie.

Wiem natomiast jedno. Przygotowali przyzwoite ( na miarę swoich możliwości) wino, w cenie akceptowalnej dla pospolitego konsumenta i tą drugą edycją ugruntowali target klienta docelowego odgryzając póki co okruszek kalifornijskiemu kombinatowi. Mam nadzieję, że mają apetyt na więcej.

Trzymam kciuki :)

Wina kupiłem za swoje a z winnicą nie łączą mnie żadne powiązania. Nawet się nie znamy. 

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.