Korek - konieczny czy tradycja

Sposób zamknięcia butelki z winem to ostatni z elementów układanki, która ma ułatwić Wam codzienne wybory przy półkach z butelkami. Kształt flaszki, cena, etykieta, rocznik i na końcu tytułowy korek, który wcale nie musi być z drewna, ba w ogóle może nie być pochodzenia naturalnego. No ale nie będę przynudzał, do rzeczy!

Wino może być zamknięte na kilka sposobów. W przypadku zakrętki czy szklanego korka z uszczelką nie ma problemu, żeby ocenić to jeszcze przed zakupem. Gorzej, gdy mamy do czynienia z korkiem prawdziwym, klejonym lub syntetycznym. Bez zdjęcia kapturka nie da się zobaczyć czym zamknięto butelkę. Można szukać gorączkowo informacji w sieci, ale nie będzie łatwo. Można też niepostrzeżenie zsunąć kapturek i zajrzeć pod niego przed zakupem, jednak nie zachęcałbym do takich praktyk. Można natomiast ocenić jakość kapturka. Jeśli jest miękki a jednocześnie gruby i struktura jego przypomina blaszkę (zgodnie z tradycją powinna być ołowiana), można wnioskować, że korek został dobrany z równie należytą starannością. Jeśli zaś kapturek jest z kiepskiej jakości z plastikowej folii termokurczliwej, może wzbudzić nasze podejrzenia. Generalizując – im lepsza jakość wykonania i zdobienia, tym wyraźniejszy sygnał, że ktoś dba o detale. Jeśli dopilnował opakowania, jest spora szansa, że równie starannie dbał o jego zawartość.

Są wina, dla których zamknięcie naturalnym korkiem jest koniecznością. Potężne i wymagające dojrzewania flasze, wina z roczników 3 lata wstecz i dalej co do zasady powinny mieć możliwość kontaktu z powietrzem, a wyłącznie drewniane zamknięcie im na to pozwala w odpowiednim stopniu. Takie korki występują w dwóch długościach. Naturalnym wydaje się więc, że najlepsze wina z dłuższym korkiem, a te, które są przeznaczone do wypicia wcześniej z krótszym. Oczywiście wiąże się to z różnicą w cenie. Zarówno korka jak i zazwyczaj wina. Rozmawiałem kiedyś o tym z jednym winiarzem. Powiedział mi, że woli mieć krótsze korki najwyższej jakości, niż dłuższe pośredniej. Człowiek ów ma w tym względzie znacznie większe doświadczenie, więc nie mam powodów, by mu nie wierzyć. Dłuższy korek to większe ryzyko wady materiału, niewidocznej nawet przy produkcji oraz wyższe prawdopodobieństwo uszkodzenia podczas otwierania.

Na kolejnym miejscu jest korek klejony. Mieszanina wiórów z naturalnego korka i kleju, niekoniecznie naturalnego. Na ten temat słyszałem od winiarzy kilka opinii. Jedni twierdzą, że to jednak korek i jakieś tam minimalne właściwości ma, inni że to tylko chwyt marketingowy i właściwości ma takie jak syntetyczny. No cóż, w mojej opinii bez względu na powyższe, nie jest to złoty środek. Co prawda wciąż żywe są mity, że porządne wino powinno być zamykane korkiem naturalnym. Ja ten klejony traktuję właśnie jako ironiczny ukłon w stronę osób w te bajki wierzących. Do tego często ma tendencję do kuszenia się.

O korku syntetycznym pisałem już przy okazji plastiku. Ma jedną zaletę – w winach nim zamkniętych nie znajdziemy „choroby korka”, co w dwóch powyższych przypadkach może się zdarzyć. Jednak świadomość kontaktu wina z polimerem drażni mnie i odbiera część rytuału. No ale przecież wino i tak ma kontakt z tworzywami sztucznymi – chociażby skrzynki do zbiorów, węże do przepompowywania itp. Fakt, ale im mniej tym lepiej. Poza tym niektórzy mówią, że czego oczy nie widzą tego sercu nie żal :). No i jeszcze jedna sprawa. Wina nim zamknięte mają większą tendencję do utleniania się, bo nie zawsze jest odpowiednio szczelny.

Co zatem z zakrętką i korkiem szklanym z uszczelką? To moim zdaniem idealne rozwiązanie dla win przeznaczonych do spożycia w ciągu najbliższych 3 lat. Po pierwsze pozostawia wino dokładnie w takim stanie w jakim je zamknięto (o ile było należycie przechowywane), po drugie jest niesamowicie funkcjonalne, zwłaszcza zakrętka. Na piknik, biwak, w plenerze, na działkę…opcji jest nieskończenie wiele. Możliwość powtórnego zamknięcia butelki pozwala nawet na degustacje sztafetowe :). Takie zamknięcie daje też większą pewność, że wino nie jest zepsute. Myślę, że głównie to jest przyczyną, iż większość win z nowego świata jest właśnie w ten sposób zamknięta. Wszak gros z nich idzie na eksport. Muszą przepłynąć wiele mil, są wielokrotnie przeładowywane. Nie każdy korek dałby radę.

W zasadzie w zakresie wiedzy elementarnej to tyle. Jest jedna prosta zasada – jeśli po etykiecie, kształcie butelki, szczepie i regionie mamy względne pojęcie, czego możemy oczekiwać po winie, to sposób jego zamknięcia powinien być konsekwentny w stosunku do całokształtu.

W tym miejscu, na zakończenie dywagacji związanych z szacunkową oceną wina przed otwarciem butelki warto napomknąć o opakowaniach zbiorczych – kartonach i skrzynkach. Te drugie są zarezerwowane dla największych win i mieści się w nie w standardzie 12 butelek. Są dość kosztowne, przez co rzadko stają na drodze przeciętnego enoturysty, bo takowy jeśli już trafi na producenta tak pakującego wina, będzie wielkim szczęśliwcem jeśli stać go będzie na choć kilka butelek a raczej nie na cały tuzin. Na kartony jednak warto zwracać uwagę. W standardzie mieszczą 6 butelek ale zdarzają się i na 12 sztuk. Grube, solidne z przegródkami i nadrukami z logo winnicy charakteryzują się wysoką jakością i dużym poziomem bezpieczeństwa w transporcie, w związku z czym znowu możemy domniemywać, że producent dbający o takie detale przykłada również wagę do wina. Tu też możemy zauważyć pewne korelacje. Jeśli wino zamknięte jest naturalnym korkiem, to wypadałoby, żeby w kartonie butelki były w pozycji horyzontalnej, aby podczas transportu korek nie wysychał. Nie jest to reguła, bo raczej bardziej popularne są kartony, w których butelki stoją, jest to jednak kolejny element, który ma wpływ na całościową ocenę powierzchowną.

No cóż. To tyle jeśli chodzi o podstawy. Mam nadzieję, że troszkę prościej będzie Wam robić zakupy z taką wiedzą. Ten wstęp był konieczny, żeby rzetelnie zająć się tym co jest w środku. Kolejne wpisy już będą o winie :).

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.