Kolorowy zawrót głowy, czyli winne etykiety

Długo zbierałem się do tego tematu. Nie, żeby był jakoś szczególnie bliski lub daleki memu sercu. Jest to po prostu opasła kobyła. Ktoś kompetentny mógłby się w końcu zlitować i napisać po polsku książkę o winnych etykietach uwzględniając wszystkie szczepy i apelacje, regiony, metody produkcji, oznaczenia i wszystkie inne informacje, które na nich znajdziemy. Częściowo i bardzo rzetelnie temat porusza przewodnik „Wina Europy”, bez którego nie poradziłbym sobie w Austrii czy Niemczech, że o Węgrach nie wspomnę. Dziś zajmiemy się zaś etykietą jako taką. Postaram się Wam opisać jakie informacje możecie na nich odszukać wprost a jakie między wierszami.

Zaczniemy zgodnie z tradycją od szampana. I tu pozwolę sobie na dygresję, zagadkę i cytat w jednym.

„ - Zażywaj dwa razy dziennie przed posiłkiem, a nigdy nie będziesz cierpieć na niestrawność.

- Francuz powiedziałby o szampanie coś bardziej eleganckiego.

- Francuz kupiłby tylko jedną butelkę. „

Zagadka – z jakiego źródła pochodzi ten cytat? Póki co główną nagrodą będzie możliwość zapoznania się z tym dziełem, co jest istotne, ponieważ można odszukać  w nim wiele trunków i tradycji kulinarnych, a bohaterowie piją zazwyczaj od śniadania – gorąco polecam… lekturę rzecz jasna :).

Dialog odnosi się do szampana chyba najpopularniejszego na świecie. Czy jest to jednak najbardziej rozpoznawalna etykieta? Moim zdaniem nie. W mojej (niczym nie popartej oprócz własnych doświadczeń) opinii najbardziej rozpoznawalna na świecie etykieta jest przepasana czerwoną szarfą Legii Honorowej i zdobi oczywiście szampana od wielu lat obecnego na europejskich dworach i salonach. To jedno z nielicznych win, które nawet mniej wprawne oko rozpozna z daleka.

Celem każdego winiarza jest właśnie rozpoznawalność jego butelek, którą osiągnąć może właśnie poprzez etykietę. No ale od początku. Na butelkach odszukać możemy etykietę główną w różnych odsłonach. Nad nią może znajdować się krawatka (najczęściej spotykana przy butelkach burgundzkich). Na niej lub obok mogą być medale, które wino otrzymało. Z drugiej zaś strony butelki może ale nie musi znaleźć się kontretykieta.

Kształt głównej etykiety jest poniekąd ograniczony rodzajem użytej butelki. We flute, butelkach szampańskich czy burgundzkim szkle będzie to raczej mniejszy prostokąt z dłuższym poziomym bokiem, czasem również spotykany w butelkach bordoskich i naklejany wtedy w górnej części flaszki lub na środku. W tych ostatnich jednak częściej spotkamy się z naklejką również prostokątną, jednak z dłuższym bokiem pionowo. Te etykiety zdarzają się dzielone na dwie lub trzy części. Czasem można spotkać wąski pasek poniżej, na którym będzie informacja, że wino pochodzi z zapasów, nazwę producenta, regionu czy kraju. Oprócz podstawowych informacji, wymaganych prawem znajdziemy na etykiecie zazwyczaj nazwę i logo producenta, nazwę własną wina, znak lub motyw graficzny przedstawiający winnicę, przetwórnię czy herb, apelację, technikę wytworzenia, zawartość cukru resztkowego i wiele innych danych, które producent chciał przekazać. Można określić dość prostą zasadę, że im wino potężniejsze tym na etykiecie mniej informacji i bardziej stonowane barwy. Oczywiście nie znaczy to, ze krzykliwe i kolorowe etykiety od razu eliminują wino, bo mogą być znakiem nowoczesności, ale zawsze to będzie sygnał o próbie wyróżnienia się, co powinno dawać do myślenia.

Na krawatce, która nieodmiennie kojarzy mi się z Burgundią spotkamy zazwyczaj informację o roczniku. Ten element jest stosunkowo rzadko spotykany, ale znaleziony na butelkach z nowego świata może dać nam informację o próbie nawiązania do tradycji. Podnosi koszty i utrudnia etykietowanie, więc ogólnie można przyjąć, że wina z krawatką powinny być staranniej wykonane.

Kontretykieta nie występuje zawsze. Są na niej zawarte informacje uzupełniające, które z przyczyn na przykład estetycznych autor zdecydował się umieścić z drugiej strony. Często zawiera też krótki opis wina, odpowiednią temperaturę serwowania czy sugerowane wiktuały, z którymi wino powinno najlepiej smakować. Są tu też informacje praktyczne, że wino zawiera siarczyny, że nie powinno być używane przez kobiety w ciąży, że butelka jest z recyklingu lub wino posiada certyfikaty. Jest też zazwyczaj adres producenta i informacja o miejscu butelkowania wina, czasem numer partii, serii, butelki i kilka innych praktycznych danych. Tutaj ważna uwaga. Jeśli kontretykieta jest w języku polskim, oznacza to zazwyczaj, że wino zostało przygotowane w dużej partii dla jednego odbiorcy, a zatem może charakteryzować się niższą jakością lub zostać wykonane „na zamówienie” odbiorcy uwzględniające sympatie kupujących.

No i moje ulubione medale. Oznaczenie, które ma informować, że wino doceniło grono specjalistów i zostało mu przyznane wyróżnienie, czasem niejedno. Zazwyczaj jest to informacja pozytywna, która od razu pozwala sklasyfikować wino jako produkt sprawdzony i jakościowy. Wartość medalu jednak zależy nie tylko od jego koloru ale i zasad związanych z jego przyznawaniem. Są konkursy, na których wystarczy wystawić wino (oczywiście jakiś poziom jakości musi sobą reprezentować), aby otrzymać medal. Nie sposób poznać zasad wszystkich konkursów, zatem informacja ta może być lekko myląca. W uproszczeniu – wina oznaczone medalami traktowałbym na równi z tymi, które takich emblematów nie posiadają, no może odrobinę lepiej. Oczywiście była jakaś kapituła konkursowa, która zweryfikowała trunek, jednak z drugiej strony winiarz mógł starać się go uzyskać i wybierać odpowiednie konkursy, aby podnieść wartość handlową wina. Wszystko zależy od wagi w jakiej wino „chodzi”. Te najcięższe nie potrzebują takich ozdób, bo są klasą same w sobie. Wina wagi papierowej raczej nie startują w konkursach, zatem poruszamy się w wadze średniej, a tutaj można spodziewać się wszystkiego. Idąc dalej bokserskim tropem – z medalem czy bez możemy natrafić zarówno na cwanego typka z pod ciemnej gwiazdy, jak i muskularnego wirtuoza, który jest troszkę za młody na poważniejsze zawody. Poza tym taki medal zaburza symetrię, która obecna jest w większości butelek i sugeruje, że ktoś dokonał chociaż w części wyboru za nas.

Skoro już wiemy, czego możemy się spodziewać, czas przejść do praktyki. Im bardziej wprawny winoman, tym więcej informacji wyłuska i będzie w stanie chociaż w przybliżeniu sklasyfikować zawartość butelki przed jej otwarciem. My zajmiemy się tą analizą od ogółu do szczegółu. Nie trzeba być winną alfą i omegą, żeby przeczytać przed zakupami kilka słów o regionie czy apelacji, z której wino zamierzamy kupić. Tak kochani – to najlepszy oręż dla mniej doświadczonych. Wybierać się na zakupy ze skonkretyzowanymi potrzebami. Jeśli przyjdziecie do sklepu specjalistycznego i poprosicie o białe wino do ryby, to jesteście na łasce i niełasce sprzedawcy. Możecie wyjść ze wszystkim od znakomitego trunku po potwornego sikacza, który zalega na półkach od miesięcy. Z drugiej strony, jeśli wybierzecie bardzo konkretny rodzaj wina, może okazać się, że sklepie jest tylko jedna butelka a jej cena przekracza Wasze oczekiwania. Wasze w miarę konkretne potrzeby pozwolą przygotować się do zakupów, a co za tym idzie odczytać znacznie więcej informacji zawartych na butelce przez producenta. Na przykład – poszukujecie wina z nowego świata, które nawiązuje do Chablis. W porządnym sklepie będzie kilka butelek do wyboru zapewne w różnych cenach i wtedy łatwiej będzie zastosować w praktyce opisywane przeze mnie wskazówki. Ze stu butelek będzie trudno, ale z czterech to już powinniście dać radę.

Ja zaczynam od oceny estetycznej. Zanim przejdę do odczytywania zawartych informacji, zwracam uwagę na to jak jest zaprojektowana etykieta, z jakiej jakości papieru jest wykonana (tłoczony lub czerpany to zazwyczaj sygnał do poważniejszych aspiracji wina lub …winiarza). Czy nawiązuje do tradycji, a może idzie w stronę nowoczesności i najważniejsze czy stanowi harmonijną jedność z pozostałymi elementami opakowania. Dla przykładu – bardzo tradycyjna etykieta połączona z nowoczesnym szklanym korkiem z kolorową uszczelką według mnie byłaby dość podejrzana, tak samo jak esy floresy na potężnej butelce szampańskiej. To indywidualny odbiór wizualny całościowego efektu, który powoduje, że jedną butelkę mam ochotę wziąć w rękę a na innej nawet nie zatrzymam wzroku. Kiedy już poczucie piękna zostanie usatysfakcjonowane, zabieram się za odczytywanie informacji. Osobiście nie przywiązuję się do nazw własnych wina, poza rzecz jasna klasykami ogólnie znanymi i cenionymi, których po prostu nie wypada nie znać. Ktoś może twierdzić, że to ignorancja, ja jednak uważam, że zapamiętanie połowy nazw własnych win, które piłem dotychczas wymagałoby systematycznej nauki i zajęło zdecydowanie więcej czasu niż degustacja. Nie robię też notatek, bo nie mam nigdy czasu do nich wracać.

W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję – wielu ludzi opisując wina korzysta z nazw własnych win mało znanych, co doprowadza mnie do szewskiej pasji. Wytarmoszona butelka z endemicznego szczepu najlepiej niedostępna w sprzedaży w kraju i nazwa własna wina. Autorom Google chyba płaci od każdego wpisu w wyszukiwarce. Nie rozumiem tego zupełnie. Równie ciepłe uczucia budzą we mnie karty win w restauracjach, w których jest wyłącznie nazwa wina, często nawet bez kraju pochodzenia, że o szczepie nie wspomnę ale zawsze z rocznikiem. Jest to nieczytelne nawet dla człowieka obeznanego z winami świata, bo szansa, że próbował i zapamiętał akurat te wina jest niewielka. Dla wszystkich zaś to po prostu czarna magia. Na szczęście coraz więcej kart ma krótki opis wina, czasem nawet zdjęcie butelki czy etykiety. Co prawda te informacje pozostawiają też wiele do życzenia, ale zdarzają się perełki, w których konkretne wino jest dopasowane do wybranych potraw, jednak zazwyczaj nie jest dostępne na kieliszki, co w mniejszym gronie grozi koniecznością picia jednego wina do wszystkich zamówionych potraw lub ciężkim przepiciem.  

No ale wracamy do meritum. Najistotniejsze informacje na opakowaniu to kraj i region pochodzenia wina oraz użyte do jego produkcji szczepy winorośli. Ta ostatnia informacja, coraz częściej się pojawia nawet w przypadku kupaży. Tutaj należy pamiętać, że tradycyjnie pierwszego szczepu jest najwięcej a ostatniego najmniej. Czasem nawet podawany jest udział procentowy. W przypadku braku takiej informacji trzeba się kierować przypuszczeniami, że wino powinno być typowe dla miejsca pochodzenia, co niestety nie jest regułą. Dalej należałoby się upewnić, czy wino jest wytrawne lub słodkie, w zależności czego szukamy. Zazwyczaj wino zawiera informację o tym, że wytrawne nie jest, ale rodzimi sprzedawcy potrafią zrobić nam niejedną niespodziankę. Warto się upewnić. Dalej poszukujemy jakichkolwiek wskazówek co do metody zbioru, produkcji czy przechowywania. Jeśli na zakupy pójdziemy w miarę przygotowani merytorycznie, to te dane mogą znacznie przybliżyć wyobrażenie o zawartości butelki. Dalej poziom alkoholu. To też istotna kwestia. Czerwone wina z dość ciężkich szczepów z woltażem 11,5 – 12% powinny budzić niepokój. Z drugiej strony białe wina, z lekkich szczepów z poziomem 13% i wyżej to też pewien sygnał, zwłaszcza jeśli nie są wytrawne. Warto to sprawdzać, bo pogoda w ostatnich latach płata figle i czasem zbyt niski lub wysoki poziom alkoholu może zniekształcić wino.

Rocznik nareszcie to również ważna sprawa. Reserva z ubiegłego roku czy różowe wino lub lekkie białe sprzed trzech lat może być tęgim rozczarowaniem. Również wina wieloletnie w bardzo atrakcyjnych cenach to sygnał, że rezerwa była nie do końca przewidziana i to raczej zleżałe resztki.

Ważną rolę odgrywa apelacja, jeśli wino takową posiada. Zazwyczaj daje ona większe szanse trafienia na trunek przyzwoity jednak z drugiej strony ogranicza do win trzymających się sztywnych reguł. Na początek przyjąłbym zasadę, że jedno na dwa, trzy wina kupowane w celach degustacyjnych doświadczeń, nie musi mieć apelacji, jeśli chodzi o stary świat rzecz jasna, bo w winach z za mórz i oceanów i tak ich nie uświadczycie.

Z istotnych kwestii są jeszcze certyfikaty, które traktowałbym z ostrożną rezerwą jak medale, bo niestety producenci nadmiernie się nimi obwieszają i trudno stwierdzić czy to zabieg marketingowy czy coś więcej, no może poza jednym ale o tym kiedy indziej.

Na dziś wystarczy. Jak pisałem na początku, to temat rzeka. Starałem się opisać go jak najbardziej przystępnie, niestety kosztem detali. Przy okazji kolejnych wpisów, postaram się powoli rozmieniać go na drobne i odkrywać przed Wami zawiłości i niuanse zawarte na etykietach. Zanim zajrzymy do zawartości butelek, przed nami jeszcze rodzaj zamknięcia i cena. Mimo, że tematy wydają się zgoła praktyczne i powierzchowne, to połączone razem tworzą pewien obraz, który jest zaproszeniem  do skosztowania zawartości. Lojalnie ostrzegam, niektórym z tych zaproszeń po prostu nie sposób odmówić.

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.