Jestem po winie pustą butelką, mam wszystko – mam szyjkę, mam denko…

Dziś chciałbym poruszyć temat opakowań. Nic odkrywczego jak zwykle. Artykułów o butelkach w sieci można odszukać bardzo wiele i jest w nich rzetelna i syntetyczna wiedza, którą nie mam zamiaru Was raczyć. Wybierzemy się zatem na drugą stronę korka. W czasie tej podróży postaram się Wam przybliżyć wiedzę elementarną ale okraszoną własnymi nieoczywistymi spostrzeżeniami. Znawców z góry przepraszam za trywialność, ale z założenia piszę do wszystkich zainteresowanych winną tematyką i chciałbym promować kulturę wina wśród rodaków zatem zaczynam od początku.

W tym i kolejnych wpisach chciałbym uwypuklić kilka najistotniejszych elementów w procesie produkcji wina. Zaczynam od butelek, by zachować jakiś ciąg logiczny podobny do tego jaki występuje przy wyborze wina ze sklepowej półki. Ja najpierw biorę w rękę butelkę i dopiero czytam etykietę (jestem krótkowidzem :)).  Zapytacie co opakowanie jest w stanie nam powiedzieć o zawartości? Otóż bardzo wiele. Wyróżniamy kilka typów butelek w jakich zamykane jest wino. Są butelki bordoskie poręczne, klasyczne i najpopularniejsze, dostępne w kolorze zielonym i bezbarwne. Są ich dwa rodzaje – lżejsze do win weselszych i cięższe, grubsze i masywniejsze do win poważniejszych. Rzecz jasna wszystkie poważne wina z nad Żyrondy są nalewane do takich butelek, nawet słodkie. Pewnie zdarzają się wyjątki potwierdzające regułę, ale ja się z nimi nie spotkałem. Nie mój budżet :). Dalej mamy butelki burgundzkie  pękate i przysadziste i ich siostry butelki… rodańskie? Ja bym wolał papieskie ale ok. Jest styl alzacki/mozelski, który ja nazywam protestanckim a znawcy flute. Smukłe i strzeliste  - zdecydowanie moje ulubione. Ich odmianą są butelki reńskie – brązowe i czasem niebieskie. Wczoraj miałem przyjemność kosztować wina z takiej butelki. Co zaskakuje była to malvasia z Lanzarote.  Są butelki szampańskie, w których ląduje większość win musujących wytwarzanych metodą klasyczną. Jeśli chodzi o podstawy to tyle. Ja wyróżniłbym jeszcze trzy – butelkę tokajską, półlitrową, zawsze bezbarwną, bo to marka sama w sobie. Do tego butelki, w które nalewane jest większość prosecco – pękate, wręcz przypominające gruszkę oraz butelkę nawiązującą stylem do bordoskich mocarzy ale rozszerzającą się ku górze. W takie butelki leje się na przykład większość brunello i niektóre supertoskany. A! I jeszcze jedna – butelka stosowana w przypadku win wzmacnianych. Tu kształty są dość różne ale nie sposób się pomylić. Można powiedzieć, że emanują mocą na zewnątrz :) Są oczywiście butelki inne ale zawsze nawiązujące do któregoś z powyższych stylów.

Ważna rzecz to także pojemność. 0,375 l i 0,5 l przeznaczone zazwyczaj dla win słodkich. 0,75 l czyli standardowa miara wina. Są  butelki jedno, dwu i pięciolitrowe wykorzystywane raczej w produkcji masowej. Są magnumy (1,5l) przeznaczone do win bardzo poważnych, choć we Włoszech leje się w nie wina codzienne co ma swoje praktyczne uzasadnienie :). Są i większe, które są wielokrotnością magnum – Jeroboam (3l, Roboam (4,5l), Matuzalem (6l), Salmanasar (9l), Baltazar (12l) i Nabuchodonozor (15l)…ufff. Mam nadzieję, że nigdzie nie zrobiłem literówki. Takie pojemności miałem przyjemność widzieć w Szampanii, chociaż wielu producentów wypuszcza okazjonalne serie w takim szkle.

Podstawy mamy zatem za sobą. Były niezbędne, aby kontynuować moje rozważania. Skoro już wiemy w jakich opakowaniach spodziewać się win z Bordeaux, Burgundii, Alzacji czy doliny Rodanu, to możemy rozpocząć próbę odpowiedzi na pytanie dlaczego winiarze z innych regionów, krajów czy kontynentów zamykają swoje trunki w konkretne kształty? Zdarza się też, że wino powstające w regionie, w którym jest jeden słuszny kształt butelki wychodzi na rynek w innej szacie. To zdecydowanie rzadsze przypadki ale sam spotkałem się z nimi w Wachau i dolinie Mozeli.

W znakomitej większości kształt opakowania nie jest kwestią przypadku, a świadomą decyzją winiarza. Decyzją często oczywistą ale czasem trudną do podjęcia. Postaram się Wam przybliżyć choć trochę tę tematykę i podpowiedzieć, czego możecie się spodziewać po zawartości sugerując się kształtem butelki. Temat wbrew pozorom nie jest prosty, bo w erze globalizacji prawie wszystkie szczepy możemy odszukać we wszystkich kształtach butelek. Nie spotkałem się z carmenere czy tannatem we flute  co prawda ale odmiany uniwersalne, uprawiane na całym świecie są butelkowane w każdy rodzaj flaszek, co z jednej strony jest utrudnieniem, zwłaszcza dla mniej doświadczonego smakosza, ale może też być wskazówką przy wyborze wina, o którym niewiele wiemy. Najtrudniej jest w przypadku lżejszych butelek bordoskich. Są one najpopularniejsze i leje się w nie wina różnej maści. Od bardzo ambitnych po lekkie. Od słodkich o wytrawne. Od Apeninów do Andów :). Niemniej jednak jest to jednak jakaś informacja. Jeśli autor wybrał taki kształt butelki w Ameryce Południowej, RPA czy Australii to nic zaskakującego – są tam popularne i możemy spodziewać się wszystkiego. Jeśli jednak w tym opakowaniu będzie wino z Nowej Zelandii lub Niemiec to możemy być pewni, że kryje się w niej coś innego. Próba podkreślenia odmienności, którą z duża dozą prawdopodobieństwa znajdziemy również w kieliszku.

Z masywniejszymi bordoskimi flaszkami i ich odmianą … dajmy na to włoską jest zdecydowanie prościej i mniejsze znaczenie ma region, z którego wino pochodzi. Takie butelki są droższe i cięższe, więc bardziej kłopotliwe. Jeśli winiarz decyduje się zamknąć w nich owoc swojej pracy, to zazwyczaj chce podkreślić wyjątkowość danego trunku. W butelkach klasycznie bordoskich będzie to często nawiązanie do najpotężniejszych win poprzez szczepy, technikę winifikacji czy czas starzenia i rodzaj użytej beczki. W większości będą to wina potężne, z przeznaczeniem do długiego starzenia, których opakowanie ma jednoznacznie informować o zawartości. Niestety każdy kij ma dwa końce. Takiej butelki można użyć jako zabiegu marketingowego, który pozwoli osiągnąć lepszą sprzedaż/wyższą cenę. Zdecydowanie omijałbym wina w nadmiernie atrakcyjnych cenach i wiekowych rocznikach z takich butelek.

Mniej ekstrawertycznym winiarzom pozostają więc butelki burgundzkie, w które leje się również takie tuzy jak Amarone czy Barolo. To też idealne opakowanie dla win białych, które miały przyjemność dojrzewać w drewnie. Generalizując butelki takie wybierają często ludzie, którzy w jakiś sposób chcą nawiązać do tradycji. Jeśli znajdziecie w nich chardonnay reservę  czy pinot noir z nowego świata, to jest wysoce prawdopodobne, że wino będzie swego rodzaju interpretacją dzieł stuki winiarskiej z okolic Dijon. Niestety ten rodzaj opakowań szczególnie przypadł do gustu winiarzom na Antypodach, więc może być w nich wszystko. Jeśli jednak dołożymy do tego ocenę rodzaju zamknięcia, etykiety, cenę i inne detale (o tym w kolejnych wpisach) jesteśmy w stanie z dużą dozą prawdopodobieństwa wybrać trunek odpowiedni. Biorąc pod uwagę tylko sam kształt butelek to zdecydowanie najmniej słabych win z całego świata znalazłem w butelkach burgundzkich ale może to być przypadek.

Flute. Moje ulubione. W Niemczech i Alzacji to niemal małżeński obowiązek, a jeśli traficie wino w innych butelkach z tych regionów – kupujcie w ciemno, będzie ciekawie. W regionach nawiązujących do tej tradycji takich jak Austria, Czechy, Słowacja czy Polska w tych butelkach można się spodziewać wszystkiego. Są one uważane za naturalne opakowanie dla rieslinga, bez względu na jego jakość. Jeśli natomiast w takiej flaszce znalazłoby się wino z nowego świata czy południa Europy to może być naprawdę ciekawie. Znajdą się w nich zazwyczaj szczepy typowe dla regionu pochodzenie butli ale w indywidualnych interpretacjach i z niespotykanych siedlisk. W takich butelkach pijałem też bardzo ciekawe frizzante.  Riesling, pinot gris czy gewurztraminer w innym opakowaniu zawsze będą dla mnie podejrzane :).

Opakowania win musujących niewiele nam powiedzą. Na całym świecie są podobne. Jest to wyższa konieczność, bo muszą być wytrzymałe. W tym wypadku sposób zamknięcia i etykieta będą znacznie ważniejsze niż opakowanie. Jeśli jednak zdarzy Wam się wino musujące we flaszy o innym kształcie niż tradycyjny to może to być dobry znak. Również jeśli znajdziecie wino z innego regionu niż Tokaj w półlitrowej pękatej typowej dla aszu butelce, to polecam zakup.

Istotna kwestia to tłoczenia na butelkach. To podnosi koszty opakowania i wskazuje na większą dbałość o detale, jest więc spora szansa, że ich zawartość nas nie rozczaruje.

Są też flaszki robione na zamówienie jednego tylko producenta, które mają się z daleka wyróżniać. Przy nich byłbym ostrożny, bo to wprost oznacza produkcję wielkonakładową, a zazwyczaj za wzrostem ilości idzie spadek jakości. Chociażby najpopularniejsze wino w Polsce w ogóle pochodzące z Kalifornii widziałem ostatnio w magnumach. I bądź tu mądry :).

Podsumowując. Kształt butelki może dać nam pewną informację, która będzie pomocna przy wyborze wina. W zestawieniu z niewielką nawet wiedzą na temat etykiet, zamknięć, regionów czy szczepów (wiedzą tą zamierzam Was raczyć systematycznie), pozwoli to nawet początkującemu winomaniakowi dokonywać bardziej świadomych i trafnych wyborów. Taka wiedza powinna zmniejszyć ilość trafień nieudanych, w związku z czym zachęcać do kolejnych, coraz bardziej ambitnych prób. Najprościej jest odszukać producenta, który swoje wino leje w kilka różnych rodzajów butelek i poszukać w kieliszku odpowiedzi na pytanie dlaczego akurat taka flasza. To przybliży nam trochę obraz autora. Można też porównać takie butelki z winem z tego samego szczepu i regionu w innej butelce i postarać się odpowiedzieć na pytanie który z winiarzy i dlaczego podjął bardziej słuszna decyzję. Ostrzegam, że obaj mogli podjąć równie dobrą, lekko nie ma :)

Na koniec mała ściąga – w butelkach bordoskich (zwłaszcza tych cięższych) szukałbym merlota, caberneta czy shiraz bez względu na miejsce pochodzenia, win słodkich i botrytyzowanych oraz codziennych win białych z chardonnay, sauvignon blanc czy semiloion. Pamiętajcie, że to też standardowy typ opakowania chianti, zatem wszystkie sangiovese uprawiane poza Toskanią mogą się w nich właśnie znajdować.

W burgundzkich kupowałbym pinot noir, cabernet franc czy carmenere  z czerwonych, z białych zaś chardonnay i wszystkie inne o ile mamy pewność, że wino to miało kontakt z beczką.  W nich też szukałbym kupaży zarówno win białych jak i czerwonych.

We flute jako się rzekło wcześniej – riesling, pinot gris i gewurztraminem bez względu na miejsce pochodzenia oraz większość win różowych już bez uwzględniania szczepów.

Oczywiście nie są to żadne sztywne reguły i nie polecam nikomu szukać wina w sklepie z check listą do „odptaszania” kolejnych elementów układanki, ale wiedza taka i świadomość wyboru zdecydowanie może ułatwić zakupy wśród win nieznanych lub być przynajmniej tematem do rozmowy ze sprzedawcą. Co ciekawe, jeśli zapytać winiarza o to dlaczego to konkretne wino w takiej flaszce, najczęściej usłyszycie, że mu w niej ładnie lub pasowała do niego :).

Trochę współczuję Wam teraz wizyty w sklepie z winem, bo męczyć Was będzie temat kształtu flaszek i determinować w pewnym stopniu zakupy, ale cóż… wiedza to brzemię :), a wino to efekt połączenia bardzo wielu detali. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach.

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.