In vino veritas, in aqua sanitas

Nic bardziej kretyńskiego i trywialnego nie mogłem wymyślić. W winie prawda, w wodzie zdrowie. Wszyscy wiemy, że woda mocna, woda młyny porusza, a wino rozwiązuje język. Jeśli jednak chwilę się nad tym zastanowić… to można na ten temat podyskutować.

Woda w dawnych czasach była nośnikiem wielu chorób, więc zalecano picie wina lub mieszanie wina z wodą celem uniknięcia zakażenia. Oczywiście głównym powodem był brak higieny.  Wino natomiast, jeśli spojrzeć na sprawę oczyma chemika jest zazwyczaj jednorodną mieszaniną wody, alkoholu i niezliczonej ilości związków i substancji pochodzenia organicznego. Woda w nim zawarta jest czerpana z dość dużej głębokości i przetwarzana przez roślinę (filtrowana) w taki sposób, aby owoce miały jak najwyższą jakość (w końcu to one determinują przetrwanie gatunku, chociaż w przypadku winorośli tylko poniekąd). Tak wyselekcjonowana woda  z dodatkiem aromatów, naturalnych substancji konserwujących i przeciwutleniaczy oraz wielu witamin, poddawana jest fermentacji, która powoduje, że cukier zamienia się w alkohol, czego skutkiem jest zwielokrotnienie efektu odporności na zepsucie czy zakażenie, bo po pierwsze nie ma już pożywki dla mikroorganizmów w postaci cukrów prostych a po drugie alkohol dodatkowo konserwuje i zabezpiecza napitek.

Wino obecnie jest praktycznie sterylne.. Dobrze zrobione może zawierać co najwyżej elementy martwych drożdży, a źle zrobione i nieczyste od razu da o tym znać pod postacią zapachu i smaku, czego o wodzie powiedzieć nie można. Kranówka, do której picia zachęcają nas reklamy, ma jasno określone normy zawartości bakterii. Występują one co prawda naturalnie w organizmie człowieka i w takim stężeniu nie stanowią zagrożenia ale mogą powodować też choroby, kiedy namnożą się w miejscach nieodpowiednich Strachu nie ma ale miejcie świadomość, że woda  z kranu nie jest mikrobiologicznie czysta. Czy należy zatem ją odstawić i pić wino? No bez przesady, chociaż pewnie się da, czego przykładem może być znany francuski aktor, przyjaciel prezydenta Rosji, który w szczytowej formie potrafił wypić nawet 11 butelek wina dziennie. Takiej ilości wody nie dałby rady J

Czy zatem możemy powiedzieć : In vino sanitas? O prozdrowotnych właściwościach wina znajdziecie w sieci wiele informacji, chociaż prawnie zakazane jest propagowanie kultury picia wina poprzez wskazywanie jego atrybutów w walce z chorobami. Lekarstwem samym w sobie nie jest, choć w rejonie Bordeaux stwierdzono najmniejszą na świecie zapadalność na choroby serca (francuski paradoks – piją wino, jedzą tłusto i żyją długo).  Wino działa jednak wspomagająco i ma pozytywny wpływ chociażby w przeciwdziałaniu miażdżycy, chorób serca właśnie, wspomaga trawienie, ma właściwości bakteriobójcze, polepsza pracę nerek, eliminuje wolne rodniki czym przyczynia się do zmniejszenia ryzyka nowotworów, zawiera wiele witamin i minerałów, działa przeciwzapalnie i przeciwalergicznie, poprawia pamięć i zwiększa aktywność mózgu, zmniejsza ryzyko zapadnięcia na przeziębienie (spożywane w sporych ilościach) oraz wystąpienia katarakty. Wino chroni też przed próchnicą i uszkodzeniami słuchu. Te wszystkie informacje są potwierdzone badaniami klinicznymi na mniejszą lub większą skalę. Z tych trudniejszych do potwierdzenia – wino poprawia wygląd, zapach pijącego (na pewno w oczach wtórującego mu adwersarza) i ma wpływ na długowieczność sumiennego konsumenta. Dodatkowo zapobiega lub zmniejsza skutki depresji i podobnych jej przypadłości. Jakim remedium jest na zły nastrój czy pogodę wspominać nie muszę. Jak silnie picie wina związane jest z kulturą, obyczajami i społeczeństwami do wyjaśnienia pozostawię antropologom.

Oczywiście abstynenci (i nie tylko) zarzucą mi, że jestem nieobiektywny (inaczej być nie może) i picie wina i w ogóle alkoholu ma negatywny wpływ na ludzki organizm, bo niszczy szare komórki (na szczęście te najsłabsze, co pozwala przejąć ich funkcje w mózgu tym silnym, nowym dotychczas nieużywanym – teoria własna niczym nie poparta), powoduje degenerację komórek wątroby (ale jednocześnie salicylany mają zbawienny wpływ na jej regenerację, a zmniejszanie ilości „złego” cholesterolu i obniżanie poziomu trój glicerydów ją zdecydowanie odciąża). Może mieć też negatywny wpływ na pracę trzustki i prowadzić do stanów zapalnych, ale równocześnie z winem dostarczamy sporą ilość substancji przeciwzapalnych. Może powodować też uzależnienie, ale tu reguła jest podobna jak przy innych używkach czy substancjach psychoaktywnych – należy zachować umiar i zdrowy rozsądek.  Na koniec kwestia otyłości. Alkohol to kalorie, które organizm może zamienić na energię lub zmagazynować. To niezaprzeczalny fakt, a co gorsza obyczaj picia wiąże się raczej z „posiedzeniami” , a wino dodatkowo jeszcze wzmaga apetyt. To znowu kwestia umiaru zarówno w jedzeniu jak i picu. Bez względu na stosunek do alkoholu ruch i ćwiczenia są wskazane dla wszystkich, zwłaszcza w obecnych, wygodnych czasach.

Gdzie zatem w winie prawda? No oczywiście, że już w kieliszku J Bynajmniej nie chodzi mi o zbyt dużą ilość i związaną z nią gadatliwość. Jakkolwiek wino nie było by zachwalane, ile medali by nie miało, z jakiej apelacji by nie było, prawdę o nim poznacie dopiero podczas konsumpcji. Nie da się uniknąć opiniotwórczych recenzji poszukując informacji na temat danego regionu, apelacji czy konkretnego wina. Jeśli jednak postaracie się odsunąć te wszystkie dane na bok, macie większą szansę na obiektywną ocenę zawartości kieliszka przez pryzmat Waszego własnego nosa. Ciekawe zjawisko występuje podczas degustacji wina przy jego twórcy. W tej sytuacji winiarze dzielą się na dwa obozy – tych, którzy milczą i tych, którzy mówią. Pół biedy jeśli mówią o parametrach technicznych, zastosowanych zabiegach, czasie zbiorów, poziomie alkoholu itp. Jeśli jednak zaczynają wchodzić na tematy związane z odbiorem wina (nie tylko winiarze ale ogólnie sprzedawcy szeroko pojęci), to po pierwsze rozpraszają Waszą uwagę, a po wtóre sugerują Wam, co możecie odszukać w kieliszku. To z kolei powoduje, że zaczynacie się skupiać na sugestiach i znajdujecie w trunku dokładnie to o czym mówią lub przyznajecie, że coś tak jest takiego, mimo że tego nie czujecie. Przez to wszystko może umknąć Wam część doznań, które są zarezerwowane tylko dla Was, bo każdy wino odbiera trochę inaczej. Ja uwielbiam kosztować w ciszy, zwłaszcza przy degustacjach w ciemno, bo nie zasugeruję się żadnym spostrzeżeniem czy uwagą i interpretował będę sam.  Nie każdemu musi odpowiadać to konkretne wino, mimo że jest doceniane i sławne. Warto mieć własne zdanie. Gdzie zatem to zdrowie i prawda? W winie? W wodzie? A może w zdrowym rozsądku?

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.