Dwie strony korka

Na początek wypadałoby … się przywitać.
Witajcie zatem. Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.

Są zjawiska związane z winem, które mnie wybitnie irytują, są takie którymi wypadałoby się podzielić z innymi i są takie o których po prostu nie sposób nie mówić/pisać. O tym wszystkim chciałbym Wam opowiedzieć. Nie chciałbym natomiast pisać o kolejnej otwartej butelce czerwonego wina, w którym czuć nuty leśnych owoców, kawy, wiśni czy wanilii. Po pierwsze takich informacji w sieci można odszukać wiele, a po wtóre, to nie moja bajka – zawartość butelek niech każdy ocenia według własnego gustu i upodobań. Drażni mnie strasznie przesadna, podkreślam PRZESADNA, celebracja i pompa, z jaką niektórzy traktują wino. Przecież na przestrzeni lat człowiek jako gatunek więcej wypił chyba tylko wody niż wina. Z drugiej strony niechęć moją wzbudza szufladkowanie wina ze względu na jego cenę na sklepowej półce.

Dlaczego dwie strony korka? Chciałbym prezentować dwa punkty widzenia – z jednej strony korka jest człowiek, który wkłada mnóstwo czasu i energii, aby wino sprawiało przyjemność i jego przygoda kończy się w momencie zamknięcia butelki (ja jestem na początku tej drogi), z drugiej zaś wszyscy pozostali, dla których korek jest częścią rytuału przejścia od słów do czynów. Po jego usunięciu zaczyna się przygoda, zachwyt, rozczarowanie często powód do przemyśleń i dyskusji (z tej strony bywam często). Chciałbym Wam opowiedzieć co dzieje się przed zabutelkowaniem, jak wino powstaje od samego początku (nie od zbiorów ale od powstania winnicy), co dzieje się w butelce i co może się stać w chwili jej otwarcia w zależności od rodzaju wina i czasu, który w szkle wino spędziło. Korek jest oczywiście przysłowiowy, gdyż nie uważam, że jest to jedyna słuszna forma zamykania butelek ale to temat na odrębną dyskusję.

Do polemiki właśnie chciałbym zachęcić wszystkich, którzy po przeczytaniu moich rozważań będą chcieli coś dodać, dopytać, skrytykować nawet czy przedstawić swój punkt widzenia. Po pierwsze każdy komentarz czy mail połechta moją próżność i sprawi frajdę. Po drugie – mimo szczerych chęci pewnie nie uda się każdego zagadnienia wyłuszczyć w całości, nie każdą dygresję będzie okazja rozwinąć. Po trzecie, Wasze komentarze pozwolą mi określić tematy, które są interesujące dla szerszego grona odbiorców i tym samym zwiększyć przydatność zawieranych tutaj informacji.

Postaram się pisać w sposób najbardziej przystępny, ale równocześnie nie spłaszczać zagadnień. Nie zamierzam tutaj nikogo z Was edukować, wyśmiewać czy krytykować. Doskonale pamiętam jak sam zaczynałem swoją przygodę z winem, jak zbierałem pierwsze doświadczenia i jak niewielkie miałem pojęcie o tym wszystkim. Teraz wiem trochę więcej ale jest wiele zagadnień, które jeszcze chciałbym zgłębić. Poziom mojej obecnej wiedzy o winie mógłbym określić jako „wysoki stan wiedzy na temat niewiedzy”. Zamierzam zatem sam uczyć się, odkrywając równocześnie przed Wami winną mapę świata nie tylko pod względem lokalizacji (przyznam jednak, że znajomość geografii jest niezbędnym elementem w świecie wina), w sposób oczywiście subiektywny i z odpowiednim dystansem do wina, siebie, Was i poruszanych zagadnień. Czytacie i wyciągacie wnioski wyłącznie na własne ryzyko.

Może zatem trochę informacji o sobie, a raczej  o moich kompetencjach. Jestem absolwentem kierunku Enologia na Wydziale Farmaceutycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. To chyba najpoważniejsza szkoła winiarstwa w Polsce (za to „chyba” przepraszam osoby, które ciężko pracują w tej szkole). Celem konsumpcji i zakupu wina odwiedziłem Słowację, Czechy, Austrię, Węgry, Chorwację, Bośnię i Hercegowinę, Słowenię, Włochy, Francję, Hiszpanię i Niemcy, większość wielokrotnie. W Polsce mieszkam, więc wizyty u lokalnych winiarzy są raczej oczywiste, chociaż przyznam się, że po X Konwencie Polskich Winiarzy zapał osłabł wprost proporcjonalnie do osłabienia szkliwa zębów (serio, musiałem zainwestować w specjalną pastę regenerującą), a może inaczej, ograniczył się znacząco do wybranych projektów. Nie znaczy to, że polskie winiarstwo jest kiepskie. Wszyscy się jeszcze uczą siedlisk, szczepów, technik i technologii. W mojej ocenie nie ma jeszcze wina, które można nazwać typowym dla Polski (a przynajmniej wierzę w to głęboko).Popełniłem też wizytę w RPA ale nie był to wyjazd z założenia winny, choć kilka butelek przywiozłem. Podróży „palcem po mapie” spędzonych z butelkami z najodleglejszych zakątków świata nie zliczę.

Z wykształcenia jestem dietetykiem. Kierunek ten popełniłem na Akademii Medycznej w Warszawie (obecnie WUM). Wiedza tam zdobyta okazuje się użyteczna również w zakresie związanym z winem. Nigdy nie praktykowałem w zawodzie . Moja praca to finanse. Najpierw w korporacji, od wielu lat już na własny rachunek. Jestem w tym dobry, naprawdę. Oprócz tego z żoną prowadzę przedszkole Montessori. Dzieciaki są niesamowite. Nie dziwcie się zatem, jeśli czasami będzie trochę infantylnie. Lubię na pewne sprawy starać się patrzeć oczami dziecka. Dorosłość odziera nas z wielu wspaniałych rzeczy – beztroski, wyobraźni czy swobody wypowiedzi. Tę ostatnią zamierzam nadmiernie wykorzystywać na blogu.

A! Jeszcze ważna kwestia. Degustuję i podróżuję za własne pieniądze. Jeśli coś w tej kwestii się zmieni, nie omieszkam Was poinformować.
Część oficjalną mamy zatem za sobą. Proponuję zatem, abyśmy przeszli na „Ty”.  Niby w Polsce bez „brudzia” głupio, no ale cóż. Może akurat pijecie czytając te słowa, może pijecie wino…

Zanim podjąłem ostateczną decyzję (w zasadzie to jeszcze jej nie podjąłem, bo dopiero piszę a nie publikuję) związaną z uruchomieniem bloga, poczytałem trochę. Zapoznałem się z wpisami o winie oraz najpopularniejszymi blogami w ogóle. Nie do końca rozumiem fenomen, ale potrafiłem czytać przez długie godziny wpisy o niczym i wszystkim publikowane przez młodą dziewczynę. Za to król polskich blogerów jakoś mnie nie zaczarował. Z tymi branżowymi było już trochę trudniej ale przebrnąłem przez te wszystkie butelki z dyskontów i marketów, żeby dokopać się do kilku fajnych tekstów. Publikującym wpisy o winie i winiarstwie zarzuca się brak wiedzy, doświadczenia, wykształcenia – trochę to rozumiem, ale od czegoś przecież trzeba zacząć. Powiedzmy, że jakie takie kompetencje mam.

Cieszy mnie fakt, że popularni blogerzy używają wulgaryzmów. Nie żebym, znajdował przyjemność w czytaniu słów uważanych za obelżywe, ale sam ich używam/nadużywam i miło mi, że nie będę musiał ograniczać swobody swojej wypowiedzi. Jak to się ma do przedszkola? Przy dzieciach nie przeklinam . Co prawda nie znalazłem wulgaryzmów w blogach związanych z winem, więc może nie wypada, ale co tam.
Tyle słowem wstępu. A teraz ja do pracy a Wy – proponuję wygodny fotel albo kanapę, lampkę wina, kubek herbaty lub kakao, może jakiś słuszny destylat i życzę miłej lektury. Świece nie są obowiązkowe  Zabieram Was w „podróż za jeden uśmiech” i ostrzegam, że po powrocie możecie nie być już tacy sami. To właśnie magia wina.

Następny wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.