Dwa nieWIELKIE wina

Wiosna to dla mnie trudny czas, jeśli chodzi o wino. W piwniczce po ubiegłorocznych zdobyczach pozostały już tylko wyjątkowe butelki, oferta okolicznych sklepów zaczyna nużyć, dyskonty niezmiennie rozczarowują, a w marketach jakby czas stanął w miejscu kilka lat temu. Pewnie, są sklepy i dystrybutorzy, którzy mają szeroką ofertę frykasów z całego świata, tylko i waga i cena tych win jest dla mnie zazwyczaj niecodzienna. W tym czasie z tęsknotą spoglądam w kalendarz odliczając dni do majówki, kiedy zrobię solidne zaopatrzenie na całe lato. Trzeba jednak przeżyć jakoś te długie tygodnie. Wyjściem byłaby abstynencja, ale wiadomo – człowiek nie wielbłąd –  wino pić musi :). Zapuszczam się zatem w miejsca nieoczywiste albo takie, które innymi czasy omijam szerokim łukiem i poszukuję jakiejś odmiany, powiewu świeżości, czegokolwiek co by mogło urozmaicić ubogi  przednówek.

Po ubiegłotygodniowych upałach za oknem się ochłodziło i to chyba ostania okazja, żeby rozpalić w kominku i raczyć się cięższym czerwonym winem. Przed nami czas grilla i szprycera, czas truskawek i rose. Jak zatem zakończyć sezon i pożegnać na całe pół roku merloty, cabernety i malbeki? Wypadałoby dostojnie. I takie też wina udało mi się dziś nabyć…

Unikam kupowania win wielkich i kosztownych od dystrybutorów z dwóch prostych powodów. Po pierwsze nie mam pewności ile czasu i w jakich warunkach dana butelka była przechowywana. Po wtóre nieodzownym elementem wielkości wina jest jego cena, na którą wpływ znaczny ma marketing i sława regionu, apelacji czy winiarza. Preferuję wina pretendujące do bycia drogimi i sławnymi. Wina tworzone z pasją, pieczołowicie pracujące na swoją sławę, które mają zdecydowanie trudniej na rynku, bo wyrastają w cieniu swoich wielkich sąsiadów. Dziś chciałbym przedstawić Wam wyjątkowo smaczne alternatywy dla drogich i sławnych win bordoskich oraz Chianti.

Pierwsza z nich to trochę ponad 1000 hektarów położonych na północ od słynnego Pomerol. Lalande de Pomerol. Królestwo merlot i cabernetów, którego wymogi apelacji są trochę mniej surowe niż sławnego sąsiada. Niemniej jednak wino ma piękny kolor, jest dość gęste i zawiesiste. Posiada typowo bordoskie aromaty i w mojej ocenie jest wyśmienite dla początkującego smakosza, który za niewielkie pieniądze może poczuć namiastkę najpotężniejszych win świata. Wino jest bezpośrednie i niezbyt wymagające ale daje sporo przyjemności, nawet w niedrogiej marketowej wersji.

Druga to  Romagna Sangiovese DOC. Dojrzewające nad Adriatykiem wina są ciekawą alternatywą dla często już zmanierowanego i obrosłego w piórka czarnego koguta z Toskanii, który na sklepowych półkach może przybrać różne formy, od kwaśnego sikacza, po nakoksowanego beczką potwora. Co ciekawe, w Emilii każdy znajdzie coś dla siebie. Od win prostych „nierdzewnych”, przez superiore, po riservę. Przy produkcji win część gron poddawana jest podsuszaniu znaną z Amarone metodą appassimento. Robią też novello, w którym przynajmniej powoła gron musi być poddana fermentacji węglanowej. Winnic nie jest tak wiele jak w Toskanii, ale dla fanów sangiovese to bardzo ciekawa alternatywa, żeby choć na chwilę odpocząć od Chianti, które mi osobiście smakuje średnio w jednej na pięć odsłon. Rzecz gustu.

Cóż. Jak zwykle idę trochę w poprzek trendów ale tym tekstem chciałbym zachęcić Was do poszukiwań win nieoczywistych, ambitnych a przede wszystkim smacznych zanim dystrybutorzy zrobią z nich gwiazdy i wywindują ich ceny. Szukajcie a znajdziecie :).

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.