Czy lista dziedzictwa niematerialnego Unesco może być wakacyjną inspiracją?

Dziś, zgodnie z obietnicą, wybierzemy się w podróż szlakiem niematerialnego dziedzictwa. Nie samym jednak winem człowiek żyje, więc wybrałem dla Was pozycje ogólnie rzecz ujmując „spożywcze”, z którymi łączy się oczywiście kultura picia wina. No z jednym małym wyjątkiem, od którego zaczniemy.

Pod jedną pozycją mamy argentyńskie tango i hiszpańskie flamenco. Dlaczego umieściłem je na liście? Flamenco to część fiesty, której nieodłącznym elementem jest wino. Tango zaś kojarzy mi się z siwymi od cygar wnętrzami kawiarenek w Buenos, w których Ci co akurat nie tańczą, pochylają się nad lampką malbeka. Dodałbym od siebie jeszcze pasodoble, bo to nieodłączny element kultury południowo zachodniej Europy również związany ze świętowaniem.

Jeśli już w tych rejonach jesteśmy, to kolejną pozycją godną uwagi będzie dieta śródziemnomorska ze wspaniałymi owocami morza, aromatyczną oliwą, czosnkiem, bagietką i najcudowniejszą pachnącą szafranem zupą rybną. Takie jedzenie nie działa bez wina. A dieta ta to nie samo jedzenie i wino ale sposób życia – nieśpieszny, radosny i mocno hedonistyczny. Gdzie możemy ją spotkać? Źródła podają co następuje : Chorwacja, Cypr, Grecja, Hiszpania, Maroko, Portugalia, Włochy. Wszystkie Państwa o bogatej tradycji winiarskiej. Można by rzec, że kolebka wina, a jednak…

Ojczyzną wina jest Gruzja. Na liście znajdziemy tradycyjną metodę wyrobu wina w amforach. Jest bliska mojemu sercu, ponieważ jest genialna w swej prostocie. Winogrona po zborze zamyka się w kvevri i czeka, aż powstanie wino. Bez dodatków i ingerencji. Tak jak robiło się wino od wieków.

Równie pieczołowicie przygotowywane jest orientalne kimchi, do którego wina pomarańczowe powinny pasować wyśmienicie. Ta tradycja nazywa się kimijang i ma wiele wspólnych cech z tradycyjnym wyrobem wina, od fermentacji zaczynając. Poniżej opis wprost ze źródła.

„Przygotowanie kimchi odbywa się w cyklu rocznym. Na wiosnę gospodarstwa domowe zaopatrują się w krewetki, anchois i inne owoce morza, potrzebne do marynowania i fermentacji. W lecie kupuje się sól morską do zalewy, a pod koniec lata suszy się i mieli na proszek czerwone ostre papryczki. Porą sporządzania kimjang jest późna jesień. W tym czasie społeczności przygotowują i dzielą się dużymi ilościami kimchi, aby mieć pewność, że każde gospodarstwo jest dostatecznie zaopatrzone do przetrwania długiej i mroźnej zimy. Gospodynie śledzą prognozę pogody i przewidywane temperatury, żeby wyznaczyć najbardziej odpowiedni termin przygotowania kimchi.”

Jeśli już jesteśmy przy owocach morza, to nie sposób pominąć flandryjskich konnych połowów krewetek w Oostduinkerke. Obecnie tradycję tę kultywuje dwanaście rodzin, które można podglądać co roku podczas dwudniowego święta. Ciekawe zdjęcia i kalendarz połowów znajdziecie pod linkiem. Jeśli ktoś się wybierze lub już był, to bardzo proszę o relację.

http://www.paardenvissers.be/

A jeśli już jesteśmy w kraju częściowo francuskojęzycznym to mały krok dzieli nas od samej Francji. Tutaj niespodzianka – są dwa oddzielne wpisy na temat francuskiej kultury biesiadowania. Jeden dotyczy kultury posiłku jako takiego z aperitifem, wieloma daniami, pieczołowicie dobranym winem, digestifem, kawą i deserem (pisałem Wam kiedyś, że kolacja we Francji to bite dwie godziny). Drugi zaś odnosi się do  bretońskiego wspólnego świętowania pod nazwą Fest Noz z tańcem, śpiewem, dobrym jadłem i napitkiem. Tych świąt jest nawet 100 każdego roku, czyli praktycznie dwa razy w tygodniu odbywa się jedno. Co ważne, nie są to wydarzenia, które mają jakąś specjalną intencję. Po prostu ludzie spotykają się, żeby się pobawić i zintegrować.

Po takiej zabawie dnia następnego potrzebna jest dobra kawa – nieodłączny element poranka, i zwieńczenie wspaniałego posiłku. Wpisy związane z tą używką również są dwa. Pierwszy to kultura kawy po turecku i związane z nią spotkania towarzyskie. Drugi natomiast to rytuał częstowania kawą na półwyspie arabskim, który jest oznaką gościnności. W krajach, gdzie główną religią jest Islam kawa pełni tę samą funkcję co wino w Europie.

A jeśli już do wina wróciliśmy, to kolejny wpis dotyczy bezpośrednio uprawy winorośli na jednej z włoskich wysp, najbliższej wybrzeżu Afryki. Poniżej opis wprost ze źródła:

„Na leżącej na Morzu Śródziemnym wyspie Pantelleria tradycja uprawiania niskopiennej winorośli przekazywana jest z pokolenia na pokolenie w rodzinach winiarzy i rolników. Około 5 tysięcy mieszkańców ma swoje poletka uprawiane tradycyjnymi metodami, obejmującymi kilka etapów. Winorośl sadzi się w głębokim dołku wydrążonym w ziemi, po starannym przygotowaniu gruntu. Główny pęd przycina się w taki sposób, by wyrosło sześć gałęzi, a krzew rozrastał się promieniście. Zagłębienie, w którym osadzona została winorośl, jest następnie wielokrotnie poprawiane i kształtowane na nowo, by zapewnić roślinie wzrastanie w odpowiednim mikroklimacie.”

O ile włoską tradycję uprawy na tej liście jestem w stanie poniekąd zrozumieć, (chociaż tradycyjnie wino uprawia się również w innych miejscach), to trudno mi wyjaśnić, skąd wziął się kolejny wpis. Chodzi o festiwal winiarski w szwajcarskim Vevey. Jest tyle winiarskich imprez, które nawiązują do tradycji i są zakrojone na znacznie szerszą skalę. Coś czuję, że przy tym wpisie maczała palce polityka, ale co zrobić. Na liście jest, więc i w tym zestawieniu się znalazł.

Jeśli zaś idzie o to zagadnienie, to politycznie byłoby odwiedzić Namibię podczas Oshituthi shomagongo, święta owoców maruli. W tym kraju osiadło dużo Niemców i standardy są niemalże europejskie, mimo, że to pełna egzotyka. Z tychże owoców powstaje smakowity likier amarula, który zdecydowanie Wam polecam. Do kupienia w naszych sklepach.

W sklepach i knajpach możemy też zaopatrzyć się w składniki niezbędne do przyrządzenia dań meksykańskich. Kuchnia ta jednak to coś więcej niż tortilla i salsa. Poniżej opis wprost ze źródła :

„Tradycyjna kuchnia meksykańska stanowi całościowy model, obejmujący metody uprawy roli, obrzędy, przekazywane od wieków umiejętności, sposoby przyrządzania potraw, zwyczaje i pradawne działania wspólnotowe. Jego funkcjonowanie możliwe jest dzięki zbiorowemu uczestnictwu społeczności w całym tradycyjnym łańcuchu żywieniowym, od siewów po zbiory, poprzez przygotowywanie potraw i degustację.”

Na koniec został mi ormiański chleb lavash, który trochę przypomina nasze fajerczaki czy może bardziej indyjski chleb naan. Zakończenie zatem wyszło trochę biblijne z chlebem i winem.

Nie zmienia to faktu, że ludzkie dziedzictwo to w dużej części szeroko rozumiana kultura stołu. Pamiętajcie o tym na co dzień , a podczas podróży smakujcie, bo za tym co w kieliszku i na talerzu kryje się coś więcej.

Następny wpis Poprzedni wpis

Autor

Witajcie

Mam na imię Piotr. Wino jest moją pasją. Między innymi z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć pisanie bloga. Przyczyn mojej publicznej grafomanii jest więcej i część z nich na pewno wyczytacie między wierszami kolejnych wpisów do czego gorąco zachęcam. Będzie mi niezmiernie miło.